IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Fontanna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Sophie
Prawa ręka Dowódcy Oddziału Stacjonarnego/Admin
Prawa ręka Dowódcy Oddziału Stacjonarnego/Admin
avatar

Godność : Sophie Eberl
Wiek : 19
Płeć : Female
Orientacja : Biseksualna
Data przyłączenia : 17/09/2013
Liczba postów : 46

PisanieTemat: Fontanna   Czw Wrz 19, 2013 6:53 pm

Miejsce niedaleko portu, do którego zwykli przychodzić zakochani.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Minerva
Zastępca Dowódcy Żandarmerii
Zastępca Dowódcy Żandarmerii
avatar

Godność : Minerva Heartkreuz
Wiek : 23 lata
Płeć : Female
Orientacja : Biseksualna
Data przyłączenia : 21/09/2013
Liczba postów : 13

PisanieTemat: Re: Fontanna   Czw Paź 10, 2013 7:45 pm

Przywykła już do publicznych miejsc, jednak nadal nie darzyła ich szczególną sympatią. Nie ze względu oczywiście na same miejsca, a raczej na ludzi się w takowych znajdujących. Nie za bardzo przepadała za tym, kiedy gwar rozmów, śmiechów i głupich pogadanek zakłócał jej dźwięk pluskającej wody czy chociażby tak prozaicznego ćwierkania ptaków. Czasem to fajnie by było, gdyby mieć opcje wyciszania jazgotu innych ludzi. Byłoby tak... cicho i pięknie.
Jej chłodne oczy wgapiały się w pryskającą wodę w fontannie, wędrując za pojedynczymi kroplami. W milczeniu obserwowała, jak małe cząsteczki wody wystrzeliwują w powietrze tylko po to, by chwilę później wylądować z pluskiem w akwenie i zniknąć. Jak jedne z wielu. Po części było to adekwatne do samych ludzi. Każdy był tylko jednym z wielu, ginął w tłumie. Kropla tak egzystuje, dopóki nie wyschnie - ludzie, dopóki nie umrą.
Ten widok ją uspokajał. Nie miała w swoim życiu ostatnimi czasy zbyt wielu stresów, ale nadal nie przywykła do rzeczywistości... do życia. Może to dziwne, ale po tych pięciu latach zaczynania od nowa patrzy się na wszystko inaczej. Docenia się szczegóły, które kiedyś nie zwracały nawet odrobiny naszej uwagi. Dlatego często przychodziła tutaj, do fontanny, siadała na jej brzegu i patrzyła na pulsującą wodę. Nie zwracając uwagi na to wszystko, co w jakiś sposób jej przeszkadza.

_________________

Turn around , oh they've surrounded you
It's a showdown and nobody comes to save you now
But you've got something they don't.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wilson
Straż Muru
Straż Muru
avatar

Godność : Wilson Speke
Wiek : 21
Płeć : Male
Orientacja : Heteryk
Data przyłączenia : 06/10/2013
Liczba postów : 13

PisanieTemat: Re: Fontanna   Czw Paź 10, 2013 9:58 pm

Poczuł pęd powietrza gdy tuż za ciężką bramą w murze Rose pozwolił sobie wymęczyć oficerskiego konia przechodząc do cwału. Wiedział, że od Stohess dzieliło go kilka długich godzin drogi, jednak to nie był jego koń. Nie chciał zajeździć tego biednego stworzenia, dlatego po kilku godzinach zatrzymał się gdzieś nad rzeką, pozwalając odpocząć koniowi oraz napawać się okolicznościami przyrody. Rękawice, które tak skutecznie chroniły go przed zimnem w trakcie jazdy, przegrzewały mu dłonie. Mógłbym wsadzić ręce do pieca, z pewnością panuje tam niższa temperatura. Pomyślał zzrzucajc je i ruszył nabrać wody z pobliskiego strumienia, przy którym przywiązał konia, by także mógł nawodnić swój organizm. Dzień był wyjątkowo ciepły, niemal idealny na przejażdżkę konną, a Słońce niemiłosiernie przypominało mu o swojej obecności ilekroć pozwolił sobie na nieśmiałe zerknięcie w niebo. Pewnie będzie padać. pomyślał zachowując swój szeroko znany optymizm. Jakby na zawołanie, rozległ się potężny huk, podobny do tego jaki towarzyszył pojawieniu się Tytana-kolosa pięć lat temu. Daleko na wschodzie zobaczył ołowiane chmury wiszące nisko nad Karanesse i strugi deszczu opadające na miasteczko. Wzruszył ramionami postanawiając nie zmieniać celu podróży. Masy powietrza poruszały się wyjątkowo wolno, co oznaczało że po dotarciu do celu wciąż będzie miał dwie, może trzy godziny, zanim przemoknie do suchej nitki. Wspiął się na „Płotkę” i kontynuował swoją wyprawę na Północ.

~*~

Gdy przechodził przez bramę dystryktu Żandarmi przyglądali się mu uważnie, jak gdyby chcieli zakazać mu wstępu za Mur Sina. Oficjalnie należał do Oddziału Stacjonarnego i wolno było mu podróżować między dystryktami w sprawach służbowych, a biorąc pod uwagę fakt, że był najwyższy stopniem, gdy wyruszał na "misję", sam sobie odpowiednie upoważnienie wystawił. I tak po raz kolejny znalazł się w Stohess. Miejsce to nie zmieniło się zbytnio w ciągu dwóch ostatnich miesięcy, no może przybyło tu i ówdzie niezadowolonych Żandarmów krzywiących się na jego widok. Zostawił konia pod bramą parku, w którym znajdowała się fontanna. Było wyjątkowo pusto, nie licząc może ledwo rzucającej się w oczy silnie zbudowanej kobiety zapatrzonej w wodę fontanny. Wyraz jej twarzy znał aż za dobrze, najchętniej zamordowałaby wszystkich ludzi przebywających na terenie parku. Ten dzień staje się coraz lepszy. Wyruszył w jej stronę zastanawiając się, czy miała okazję słyszeć o jego wyczynach, gdy sam nosił na ramieniu Jednorożca.
[i]Najwyższy czas się przekonać pomyślał siadając tuż obok.
-Ładną dziś pogodę mamy, nieprawdaż? Jednak szybko może się to zmienić, gdyż w drodze tutaj widziałem burzowe chmury. Powiedział spokojnie, posyłając jej jeden z tych uśmiechów zarezerwowanych dla ludzi, którymi gardził. Pociągnął sporego łyka z butelki, którą trzymał za pazuchą.
-Ach, gdzież się podziały moje maniery, napijesz się? - zapytał wyciągając butelkę w jej stronę.
-Wiem, wiem głupie pytanie, kto by nie pił będąc w Żandarmerii? Przecież musicie coś robić gdy prawdziwi żołnierze oddają swe życia, dla waszej wygody.
Kontynuował swój wywód, ani na moment nie spuszczając oczu z kobiety, chcąc przyjrzeć się dokładnie jej reakcji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Minerva
Zastępca Dowódcy Żandarmerii
Zastępca Dowódcy Żandarmerii
avatar

Godność : Minerva Heartkreuz
Wiek : 23 lata
Płeć : Female
Orientacja : Biseksualna
Data przyłączenia : 21/09/2013
Liczba postów : 13

PisanieTemat: Re: Fontanna   Pią Paź 11, 2013 7:10 pm

Żadna osoba z obrębu muru Sina nie była pozytywnie nastawiona do osób z zewnątrz. No może parę takowych by się znalazło, ale wyjątki potwierdzają tylko tę regułę. Im głębiej w te tereny, tym więcej można spotkać tu szlachty i osób, które mają raczej niezbyt przyjemne zdanie o przybyszach z innych dystryktów. Trudno nazwać to typowym rasizmem, aczkolwiek była to jego swoista odmiana. Samolubność tu kwitła, nie ma co. Zwłaszcza, że nie było powodu, by czymkolwiek innym się martwić. Każdy z obrębu Siny słyszał o tytanach, ale żeby uznać je za prawdziwe zagrożenie... Jakoś nie bardzo.  Dlatego też nie chcieli tu nikogo więcej. Żyje im się dobrze tak, jak jest. Nie trzeba nowych przybłęd.
Minerva bardzo nie lubiła, kiedy zagadywały ją obce osoby. W ogóle jakoś specjalnie za rozmowami nie przepadała. Była typem milczącej, introwertycznej mizantropki, która najchętniej powiedziałaby światu "narka" i z niego wyszła. Ale się, o zgrozo, nie dało, więc musiała koegzystować z resztą rodzaju ludzkiego, co jej oczywiście jak zwykle w smak nie było. Ale no bywa, mówi się trudno i żyje się dalej.
Gdzieś w głębi duszy była niezadowolona, ale jak zwykle jej twarz okazywała jedynie znudzenie. Powoli odwróciła głowę w stronę osoby, która była na tyle odważna, że śmiała do niej pyskować. Ale cóż, nie znał jej, więc miał prawo nie wiedzieć, że Mine do tych przyjaznych osóbek nie należy. Może go nie zabije. Na komentarz o pogodzie nic nie odpowiedziała, po prostu niewzruszona obserwowała rozmówcę. Wbiła swój przeszywający wzrok w jego oczy i trwała w milczeniu, choć stek przekleństw cisnął jej się na usta i z ledwością mogła je powstrzymać. Była dziś w kiepskim humorze, a na dodatek ze względu na nadchodzący deszcz strzykało ją w całych plecach.
- A wy co robicie pod tymi swoimi murami, skoro nie pijecie? - zadała pytanie, jakby to była oczywista oczywistość. I mogłaby na tym pozostać, ale niestety, jej zła natura musi pokazać, że ona też istnieje i plunąć jadem. - Ach, no tak, zapomniałam. Wy przecież ratujecie świat. - mruknęła, podkreślając dwa ostatnie słowa. Nie ukrywajmy, przecież Strażnicy Murów ze Stacjonarki bawią się równie świetnie, co Żandarmi. No chyba, że tytan skądś wyskoczy. W jej wypowiedzi sarkazm i jednoczesna ironia była wyczuwalna jak dwudziestostopniowy mróz, ale w jej wykonaniu kpiące słowa zawsze tak brzmiały. Może dlatego, żeby i głupi zrozumiał, że nim gardzi?

_________________

Turn around , oh they've surrounded you
It's a showdown and nobody comes to save you now
But you've got something they don't.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wilson
Straż Muru
Straż Muru
avatar

Godność : Wilson Speke
Wiek : 21
Płeć : Male
Orientacja : Heteryk
Data przyłączenia : 06/10/2013
Liczba postów : 13

PisanieTemat: Re: Fontanna   Nie Paź 13, 2013 10:39 am

Nadchodzący deszcz z pewnością będzie cieplejszy. Pomyślał gdy usłyszał jej odpowiedź. Po Żandarmie spodziewał się fali obelg rzuconych mu prosto w twarz, ewentualnie ciosu w policzek.
Nie było też tak, że zaskoczyła go pozornym brakiem reakcji na jego słowa. Był pewien, że słowa do Niej dotarły, jednak potrafiła tego nie okazać. Jego początkowe zamiary wobec kobiety zmieniły się, gdyż tak ciekawe indywidua rzadko trafiały się za Murem Sina. Powoli zmierzył ją wzrokiem.
Jestem wyższy o pół głowy. Ciężko ocenić mi jej masę przez ubranie. Jest w Żandarmerii, czyli skończyła kurs powyżej dziesiątej lokaty, co musi czynić ją bardzo dobrą w walce wręcz. Oceniał swoje szanse zastanawiając się nad odpowiedzią. Nie uderzę kobiety, to jest pewne. Z kolei ona zapewne nie będzie miała oporów by to zrobić.  Cieszył się chłodem jej spojrzenia, było ożywcze, dawno nie rozmawiał z kimś takim. Jego obsesja dała o sobie znać, a on sam najchętniej dokonałby trepanacji jej czaski, by tylko przekonać się coż siedzi pod kurtyną jasnych włosów. Odstawił butelkę na ziemię po czym spojrzał w stronę fontanny i zanurzył końcówki palców w wodzie. Nie wiedział czy to wina jego towarzyszki, ale była cholernie zimna.
Po chwili wzruszył ramionami. Cóż, w sumie to dawno nie pływałem. Pomyślał otwierając usta.  Wciąż patrząc głęboko w epicentrum chłodu odpowiedział.
- Prosto w sedno, podoba mi się – powiedział uśmiechając się. -  Jednak zdaje się umknął ci fakt, że nie mówiłem o sobie. Nie oszukujmy się, wszyscy jesteśmy tacy sami, jedyne co nas różni to Jednorożec, bądź Róża na mundurze. Wszyscy pijemy, wszyscy zaniedbujemy obowiązki. Rózne są jednak przyczyny tego pijaństwa, zwłaszcza ostatnio. Wy uciekacie się do alkoholu, gdyż jesteście znudzeni, uważacie tytanów za bajkę, którą straszy się niegrzeczne dzieci. Ludzie w Stacjonarnym zaś korzystają z tego dobra, głównie po to by zapomnieć o ostatnich wydarzeniach i o zagrożeniu które spokojnie może dostać się za mur, by pozbawić ich życia – słowa płynęły z niego same, gdy przemawiał oczekując reakcji.
- Nie wątpię, że i w twoim życiu przydarzyło się coś strasznego, ciężko dziś znaleźć człowieka, który dalej tkwiłby w iluzji bezpieczeństwa  No może nie licząc mieszkańców Sinyp – pozwolił sobie posłać jej ironiczny uśmiech nim podjął wątek
- Jednakże wytłumacz mi pewną kwestię. Dlaczego osoby, które kończą kurs kadetów na wysokich lokatach, mają prawo porzucić to do czego były szkolone? Dlaczego nasza "elita" – położył nacisk na to słowo, pozwalając by sarkazm wybrzmiał w powietrzu – po dłuższym czasie spędzonym w tym oddziale, zapomina o wszystkim czego się nauczyła i czego przysięgała chronić? Nie bronię ci temu zaprzeczać, nie mówię też, że Żandarmeria jest gorsza w jakikolwiek sposób, gdyż to zmieniło się gdy zobaczyłem jak sprawy mają się w Stacjonarnym. Jednak członkowie mojego oddziału potrafią oddać życie za anonimowych cywili, bądź za swoich towarzyszy, a czy ty możesz powiedzieć to samo o członkach swojego oddziału? Czy którykolwiek z nich oddałby za ciebie swe życie? - mówił spokojnie obserwując jej twarz, chciał wywołać choć przebłysk emocji, dowiedzieć się kim tak naprawdę jest osoba siedząca obok niego.
- Ubiegając następne pytanie – uśmiechnał się. - Wiem jak sprawy mają się w obu oddziałach. Sam niegdyś byłem Żandarmem. - wtrącił ponuro patrząc w niebo i zastanawiając się czy zmoknie przed , czy może raczej po tym gdy czarne chmury zbiorą się nad Stohess.


Panie panie więcej opisa. [z pozdrowieniami Mark w skórze NPC]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Minerva
Zastępca Dowódcy Żandarmerii
Zastępca Dowódcy Żandarmerii
avatar

Godność : Minerva Heartkreuz
Wiek : 23 lata
Płeć : Female
Orientacja : Biseksualna
Data przyłączenia : 21/09/2013
Liczba postów : 13

PisanieTemat: Re: Fontanna   Wto Paź 15, 2013 8:03 pm

Minerva była socjopatką o dosyć niemiłym usposobieniu, w pewnym sensie krnąbrną i chłodną od nasady aż po same końce, ale z pewnością nie była osobą wybuchową. Nigdy nie rzucała się na pierwszą osobą z wianuszkiem obelg, bo jakoś nie widziała w tym czegoś fajnego, jakiegoś specjalnego celu. Uważała to za marnotrawienie swojego czasu, choć i tak miała go aż w nadmiarze. Nie, żeby jej to przeszkadzało, aczkolwiek gdyby miała sobie znaleźć jakieś zajęcie, na pewno nie byłoby takie.
Była wybitnie bystra, docierało do niej praktycznie wszystko. Jednak warto wziąć pod uwagę również fakt, że co najmniej 80% otaczających ją rzeczy miała głęboko w poważaniu. Nie obchodziło ją za jaką osobę mają ją inni - niech myślą, co chcą, niech się śmieją. Jeżeli miałoby ją coś zmienić, to na pewno nie słowa. To, co ciśnie się na usta, nigdy nie wyrazi w pełni kryjących się uczuć w głębi każdej ludzkiej duszy. Więc po co ma się tym przejmować? Mogła wyglądać na osobę stawiającą się wyżej, dumną i pełną pychy, ale nikt nigdy się nie dowie ile jest w tym prawdy. Książki po okładce się nie ocenia, pozory mylą. Mogła być wysoka, postawna i wyglądać na groźną - ale to wcale nie musiałoby świadczyć o jej umiejętnościach i obyciu. Dlatego ona nie lubiła oceniać innych z góry. Było to dla niej odrzucające.
- Tytani nie są dla mnie bajką. Bajki nie niszczą ci domu. - mruknęła, a przez dosłownie ułamek sekundy po jej twarzy przemknął praktycznie niezauważalny cień pogardy i gniewu. Nienawidziła, gdy ktoś przy niej poruszał temat tytanów. Nie chciała rozdrapywać starych ran, skoro już się prawie zagoiły. Po co marnować cały trud włożony w przyzwyczajanie się, że jest się zupełnie kimś innym?
Obserwowała jego uśmieszek ze stoickim spokojem, chłodne spojrzenie ani na chwile nie przestawało patrzeć w jego oczy. Nie rozumiała go. Nie chodziło o jego słowa, o czyny... Tylko styl bycia. Nigdy się nie widzieli, przynajmniej według Mine, a on rozmawia z nią jak ze znajomą lub kimś bliskim. Nie rozumiała, czemu inni tak postępują. Może to wina jej introwertyczności i brak zaufania do kogokolwiek, ale nie podobało jej się to. Dlatego milczała. Wolała ujść za małomówną i nietowarzyską, niż ciągnąć dalej tę rozmowę. Liczyła na jej rychły koniec, bo czuła się nieswojo. A może to niechęć? Czy też lęk?
- Nie obchodzą mnie inni, każdy żyje jak chce. Ja nikomu tyłka ratować nie mam zamiaru, toteż nie życzę sobie, by ktoś wybawiał mnie. Co ma być to będzie. - skwitowała szybko, wręcz gwałtownie. Czy to nie oczywiste? Poszła do Żandarmerii, żeby uniknąć pracy w grupie, walki z tytanami i świadomości, że ktoś zginął, bo ona walczyła o swoje przetrwanie. Była samolubna, ale co teraz w tym dziwnego? Każdy ma swój sposób na życie.
"- Wiem jak sprawy mają się w obu oddziałach. Sam niegdyś byłem Żandarmem." - dzięki, ta informacja zmieniła mi życie - powiedziała do siebie w myślach, jednak jej twarz trwała nadal w bezruchu. Niczym kamienna maska, albo lalka - bo słowa również nie płynęły. Nie czuła potrzeby odzywania się, tylko wzruszyła ramionami. Lekko mówiąc, miała to gdzieś.

_________________

Turn around , oh they've surrounded you
It's a showdown and nobody comes to save you now
But you've got something they don't.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wilson
Straż Muru
Straż Muru
avatar

Godność : Wilson Speke
Wiek : 21
Płeć : Male
Orientacja : Heteryk
Data przyłączenia : 06/10/2013
Liczba postów : 13

PisanieTemat: Re: Fontanna   Pon Paź 21, 2013 11:45 pm

Uśmiechnął się w duchu, słysząc jej słowa. Nie ma zbroi idealnej, tak samo jak ludzi, którzy nic nie odczuwają, a przed chwilą zauważył słaby punkt jej pancerza. Nie chciał robić sobie wrogów wśród innych, interesowały go tylko ludzkie zachowania. Wielokrotnie poddawał próbom ludzi, którzy mieli niefart przeciąć z nim swą drogę życia, stawiając ich w niezręcznych sytuacjach, bądź wprost poddawać pod wątpliwość ich wierzenia. Silne osobowości przyciągały go niczym magnes i tak było tym razem, bowiem rzadko napotyka się ludzi, którzy całym swoim jestestwem pokazują, że są mizantropami. Dzień robił się coraz ciekawszy, niestety czarne chmury niedługo miały przerwać ich pogawędkę. Spostrzegł jak zareagowała na wzmiankę o tytanach, wiedział przynajmniej którego tematu nie poruszać otwarcie, zresztą temat tytanów zawsze był tabu, jeszcze nawet przed upadkiem muru Maria. Bo po cóż rozmawiać o zagrożeniu, którego nikt nigdy na oczy nie widział? Teraz niezręczność tego tematu wynikała z niedawnych przeżyć rasy ludzkiej. Ciekawe dlaczego ludzkość zapomniała o przeszłości, a jakiekolwiek wzmianki o niej były tępione. Kolejna wielka zagadka, którą spróbuje rozwiązać, po uporaniu się z tą która siedziała teraz naprzeciw niego, lustrując go spojrzeniem.
-Masz rację – odparł ze skruchą, próbując jakoś obłaskawić rozmówczynię, chociaż ona i tak pewnie miała to gdzieś, czemu dawała wyraz w każdej sekundzie tej rozmowy. Po chwili dotarło do niego, że ona nie słyszała o jego niedawnym osiągnięciu w szeregach Żandarmerii. Wyszedł z kilku błędnych założeń rozpoczynając tę rozmowę, nadszedł czas by to poprawić.
- Nie chcę jątrzyć świeżo zabliźnionych ran, dlatego proponuję porzucenie tematu tytanów, chociaż jestem prawie całkowicie pewny, że oboje wiele wynieślibyśmy z takiej rozmowy – mówił posyłając jej uśmiech, z którego nieudolnie próbował usunąć resztki cynizmu. - Niecodziennie przecież w parku przysiada się anonimowy żul. Jednak musisz zrozumieć, że rzadko kiedy człowiek spotyka kogoś tak interesującego. Przyznam otwarcie, jakkolwiek bym mocno nienawidził ludzi, jednak nie potrafię się od nich odwrócić, coś w głębi mnie powstrzymuje. Strach przed nożem w plecy? - mówił pomijając fakt, że doskonale wiedział czemu tak jest. O ile świat możemy opisać przy pomocy fizyki, zamknąć esencję istnienia w prawa i równania matematyczne, tak ludzie zawsze pozostaną wielką niewiadomą. Dla niego życie i społeczeństwo było jedną wielką układanką. Puzzlami, które tylko czekały aż ktoś je ułoży. Problemem stanowił jeden mały szczegół, nigdzie nie było pudełka z obrazkiem, a same fragmenty zostały ukryte przez złośliwego dzieciaka. I tak każdy człowiek, który żył, żyje i będzie żył, posiada przy sobie kilka fragmentów. Oczywistym dla niego było, że nigdy nie zbierze ich wszystkich i nie zobaczy misternie utkanego wzoru, a on może tylko przyglądać się fragmentom związanym w jakikolwiek pokrętny sposób z nim samym. Było to powodem jego oceniania ludzi, musiał przecież oddzielić tych, którzy dostarczą mu istotnych kawałków, od tych którzy opowiadaliby po raz kolejny jak to w dzieciństwie rywalizowali z bratem, a teraz są cynikami nienawidzącymi deszczu. Gdzieś w głębi czuł, że kobieta siedząca przed nim może dostarczyć mu wiele kawałków układanki, a on sam nie może jej zrazić na tyle by zechciała się nimi podzielić.
Uśmiechnął się z głębi duszy, patrząc w te lodowate oczy.
-Zabawny fakt. Chyba się sobie nie przedstawiliśmy – powiedział powoli udając, że to beztroska spowodowała to zamieszanie. Chmury z wolna przesłaniały niebo. - Jestem Wilson-wyciągnął do niej swą prawicę -  i osobiście proponuję przenieść się w jakieś miejsce gdzie za kilka minut deszcz nie będzie miał wstępu.
Miał tylko nadzieję, że nie wzięła go za skończonego dupka uważającego się za lepszego od wszystkich.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Beatrice

avatar

Godność : Beatrice Estella Cordelia Sina Langerberg
Wiek : 20 lat
Płeć : Female
Orientacja : w terenie.
Data przyłączenia : 20/10/2013
Liczba postów : 2

PisanieTemat: Re: Fontanna   Nie Paź 27, 2013 10:13 am

Burze w Stohess są dziwne.
Ciężkie powietrze osiada nisko, nieruchome, zdając się przygniatać ludzi, budynki i nieliczne zwierzęta. Nie czuć powiewów wiatru, bo pięćdziesięciometrowy mur starannie blokuje ruchy powietrza. Aura jest gęsta i pachnie metalicznie. Lekko parują rynsztoki.
Niebo przybiera barwę szarych cegieł i niemal nie sposób odróżnić go od muru. Szarość otacza zewsząd, zamykając ludzi w swojej zimnej, bezosobowej klatce. A dopiero wtedy, gdy ciasnota jest już nie do wytrzymania, spada deszcz.
Johnny Smith, zawodowy posłaniec wojskowy, nienawidził deszczu. Musiał się pospieszyć. Raz, że niebawem zerwie się burza. Dwa, że i tak po drodze z przyczyn pogodowych musiał złapać opóźnienie. A list musiał zostać doręczony jak najszybciej.
Plan był prosty – stawić się do siedziby tutejszej Straży i zapytać o niejakiego Wilsona. Dostarczyć list. Zjeść coś i przespać się. Nazajutrz, gdy już burza minie, wracać.
Łatwo powiedzieć.


***

- Hęęęę?! Powtószsz jeszsze raz, dziessiaku – wybełkotał strażnik. Posłaniec wyprężył się i zasalutował z godnością.
- Johnny Smith, posłaniec wojskowy! Przybywam na rozkaz wicedowódcy Oddziału Stracjonarnego! Mam doręczyć list panu Wilsonowi Speke!
- Dobra, dobra… - Strażnik westchnął ciężko i wstał. – Poka no ten list.
- Nie mogę! – krzyknął Johnny. – Do rąk własnych!
Strażnik na służbie ziewnął potężnie i podrapał się po nosie. Sprawiał wrażenie mniej trzeźwego, niż by to było wymagane od funkcjonariusza na służbie, ale zarazem na tyle trzeźwego, by móc efektownie współpracować z innymi.
- Tu Wilsona nie ma – stwierdził całkiem przytomnie. – Pewnie poszedł do domu.
Johnny aż oklapł.
Żegnaj, obiedzie. Żegnaj, łóżko. Witaj, burzo.
- Ejże, nie rób takiego pyska, bo zosssanie. Znam go. Własssiwie już jestem po słu… słuszszbie. Mogę ci pomóc go poszukać.

***

Johnny pochodził z Trostu, ale był już parę razy w Stohess w sprawach służbowych. Ale ten zakątek widział pierwszy raz. Od razu było widać, że Stohess przerasta o głowę jego rodzimą dzielnicę. Chłopak jeszcze nigdy nie poczuł się tak prowincjonalny i prymitywny jak teraz.
Okolica była urocza. Fontanna szemrała cichutko, woda spływała kaskadami do szerokiej, marmurowej misy. Cisza. Spokój. Raj dla zakochanych. Żadnych tytanów, żadnych walk o mury. Cywilizowany świat.
I dwoje ludzi. Johnny zarumienił się lekko. Miał wrażenie, że w tym miejscu odbywa się coś o strategicznym znaczeniu uczuciowym, w czym właśnie musi przeszkodzić. Przełknął ślinę. Uwieszony jego ramienia strażnik zagwizdał wesoło.
- Wilsooooon! – zawył, machając mu z daleka. – Ale żeś pannę przygru…gruchał! – czknął.
Johnny uciekł wzrokiem, starając się zejść z oczu owej przygruchanej panny. Miał ochotę zapaść się pod ziemię.
- Ten tu młody ma lissst do ssiebie – oznajmił bełkotliwie starszy stopniem strażnik miejski, Ronald Parke. Johnny chrząknął i sprężyście zasalutował.
Istotnie, miał. Spoczywający na dnie torby, elegancki list podpisany przez panią Sophie Eberl. Z dwoma rozkazami.
Pierwszy dotyczył objęcia tymczasowego dowództwa nad sześcioosobowym oddziałem strażników i natychmiastowego udania się do dzielnicy Trost w celu wizytacji tamtejszej straży oraz złożenia szczegółowego raportu dla pani Eberl. Drugi zaś dotyczył eskorty panny Langerberg, która w celach prywatnych udaje się do Trostu i prosi o ochronę wojskową, za którą sowicie płaci. Do eleganckiej koperty dołączono jeszcze listę sześciu strażników stacjonujących w Stohess, którzy mieli wejść w skład zespołu oraz pełnomocnictwo do okazania pannie Langerberg.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wilson
Straż Muru
Straż Muru
avatar

Godność : Wilson Speke
Wiek : 21
Płeć : Male
Orientacja : Heteryk
Data przyłączenia : 06/10/2013
Liczba postów : 13

PisanieTemat: Re: Fontanna   Sob Lis 02, 2013 4:38 pm

Wsłuchiwał się w delikatny szum wody, czekając na odpowiedź rozmówczyni, gdy nagle usłyszał swoje imię wykrzykiwane od strony wejścia do parku. Obrócił się w tamtą stronę i ujrzał Ronalda Parka, jak zwykle trzeźwego, w towarzystwie młodzieńca noszącego mundur Straży. Obrzucił obu spojrzeniem, jakie rezerwował dla ludzi, którzy śmieli przeszkodzić mu w łowieniu informacji. Nie spuszczał z nich oka, obserwując jak powoli zbliżają się. Młodszy wyglądał jakby w tej konkretnej chwili wolałby stanąć do walki na pięści z Tytanem. Zerknięcie w stronę jego prawicy uświadomiło mu dlaczego. O ile jego spojrzenie sprawiało tylko pozór groźnego, tak jej oczy pełne były wzgardy i zdawały się mówić „O mój Boże, kolejni idioci.” Gdy znaleźli się w odległości kilku metrów, przemówił:
- Ronald, widzę nie zmieniłeś się od kiedy widzieliśmy się po raz ostatni. Co Cię tu sprowadza? - zapytał patrząc na Strażnika, który mimo swojej postawnej budowy, wyglądał jakby miał przewrócić go najmniejszy powiew wiatru. Ronald przedstawił cel swojej wizyty w Stohess zadziwiając Wilsona. Wyglądało na to, że dowództwo w końcu przypomniało sobie o nim i albo znów zamkną go za niesubordynację, albo przydzielą jakieś durne zadanie. Młody zasalutował i wręczył mu zapieczętowany list.
- Daruj sobie, to salutowanie, nie jestem oficerem. Poza tym rozkręć nieco swoją sprężynę inaczej wypalisz się zanim skończysz pierwszy rok służby – powiedział spokojnie, jednocześnie mocując się z kawałkiem wosku. Rozwinął kawałek papieru i wczytał się w tekst.
„Ja Sophie Eberl, bla bla bla...” Gdy skończył pierwszą część listu, oczy mu zapłonęły powodując lekkie zmieszanie na twarzach rozmówców. Rozkaz był prosty, objąć dowodzenie nad tutejszymi koneserami wybornych siarkowych trunków i dokonać inspekcji koneserów mieszkających w Troście. Jego marzenie o płonącym burdelu i cichej mszy, właśnie się ziściło. Wtedy doczytał drugą część rozkazów i jego dobry nastrój prysł niczym bańka mydlana. Bogata pannica, postanowiła udać się na wycieczkę do Trostu i w tym celu zakupiła sobie eskortę pod postacią Wilsona i jego nowego oddziału kontroli jakości. Oczywiście sowicie opłaciła swoich ochroniarzy, szkoda tylko, że żaden z nich nie zobaczy nawet tych pieniędzy. Jego wnętrze osiągnęło status quo, chwila szczęścia, zniszczona przez resztę rozkazów, ale tak to w życiu bywa, nie ma szczęścia, bez cierpienia, ani nadziei bez rozpaczy. Sprawdził drugą kartkę i zauważył nazwisko bogatej panny, do której miał się zgłosić. Uśmiechnął się szeroko i roześmiał na całe gardło, powodując zdziwienie na twarzach Ronalda i Młodego. Ten dzień jeszcze dało się uratować. Spojrzał na znajomego Strażnika
- Ronaldzie, powierzam Ci o to obowiązek ogarnięcia Młodego i wprowadzenia w tajniki życia w Straży. Czy jesteś w stanie temu podołać?- spytał. Gdy ten przytaknął Wilson sięgnął po butelkę stojącą na ziemi i wręczył mu ją. Odwrócił się w stronę jego niedawnej towarzyszki skłonił się i ucałował delikatnie jej dłoń:
-Pani mi wybaczy, jednakowoż obowiązki wymagają bym w tej chwili był gdzieś indziej, a ponieważ nie posiadłem umiejętności bilokacji, jestem zmuszony pożegnać panią i liczyć, że kiedy indziej dokończymy tę jakże intrygującą rozmowę – uśmiechnął się promiennie, odwrócił na pięcie i upewniwszy się, że nie pogwizduje pod nosem, ruszył z wolna w stronę wyjścia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Fontanna   

Powrót do góry Go down
 
Fontanna
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» fontanna, gdzie kąpią się pijane laski

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Shingeki no Kyojin (Attack on Titan) :: Mur Sina :: Dystrykt Stohess-
Skocz do: