IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Garey Eberl

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Garey
Zwiadowca/Admin
Zwiadowca/Admin
avatar

Godność : Garey Eberl
Wiek : 19
Płeć : Male
Orientacja : ... ummm... tak
Data przyłączenia : 17/09/2013
Liczba postów : 44

PisanieTemat: Garey Eberl   Sob Wrz 21, 2013 4:48 pm

Godność: Garey Eberl

Wiek: 19 lat

Orientacja: Gdzie tu znaleźć czas na miłostki i szukanie drugiej połówki, kiedy ma się większe zmartwienia na głowie? Najlepiej stronic od wszystkiego co ma coś wspólnego z wiązaniem się z kimkolwiek by niepotrzebnie nie ranić jeszcze większej liczby osób.

Dystrykt: Stohess

Grupa: W ślady za ojcem podążył do Oddziału Zwiadowców.

Ranga: Jako osoba, która dopiero co dołączyła do oddziału zajmuję najniższą rangę.

Umiejętności: Myślę, że najważniejszą umiejętnością, a raczej przypadłością jaka się z nim kojarzy i którą należałoby tu wymienić jest zdolność do przemiany w siedemnasto-metrowego tytana.
Jest dość sprawny fizycznie dzięki czemu nie ma żadnego problemu z posługiwaniem się sprzętem i walką. Potrafi również w miarę szybko kojarzyć fakty i znaleźć wyjście z prawie każdej sytuacji, niestety nie zawsze korzystne dla niego. Zna się również na sprzęcie i mechanizmach jednak gdyby kazać mu zrobić coś z dziedziny stuki mogłoby się to okazać tragiczne w skutkach. Nie należy raczej do osób obdarzonych niesamowitymi zdolnościami manualnymi, które z kawałka papieru są w stanie zrobić niesamowite rzeczy... u niego większe prawdopodobieństwo stanowiłoby to, że się nim zatnie, a chyba lepiej by tego nie robił. Ma dużą tendencję do pakowania się w kłopoty i robienia sobie krzywdy przy nawet najbardziej banalnych codziennych czynnościach.

Wygląd: Garey mierzy około 192 centymetrów przy wadze 81 kilogramów. Jest bardzo dobrze zbudowany i wysportowany  racji pełnionego zawodu. Ciągłe treningi i pracowanie nad swoja fizycznością pozwoliły mu osiągnąć naprawdę wspaniałe efekty. Kruczoczarne włosy ma krótko przycięte tak by mu w żaden sposób nie przeszkadzał. Oczy ma ciemnoszare o nieco zagubionym wyrazie nadające mu wyglądu bezbronnego chłopca, który nijak ma się z rzeczywistością. Najczęściej chodzi nieco roztrzepany, tak jakby dopiero co wstał  łóżka zerwany jakąś pilną sprawą i pobiegł przed siebie nie bardzo przejmując się tym jak wygląda.
Jak każdy z oddziału zwiadowców nosi pełne umundurowanie, pod spód zakładając ciemnozieloną koszulkę. Wszystkie uprzęże i paski munduru nazywa "wrednym cholerstwem" bo jak by się nie starał zawsze musi się w ie zaplątać, bądź załatwić sobie od nich otarcia.
Wzrost jego tytana sięga około 17 metrów a jego ciało zbudowane jest w bardzo przypominający ludzki sposób. W całości pokryte skórą i imponująco umięśnione, włosy długości mniej więcej do ramion. Ciekawe jest, że zarówno w formie tytana jak i w formie ludzkiej wykazuje się niesamowitą szybkością i zwinnością.

Charakter: Chłopak jest dość nieodgadnioną osobą. Wszystko przez to, kim tak na prawdę jest. Ukrywa wiele faktów o sobie i raczej woli unikać rozmowy na swój temat. W większości przypadków pozostaje gdzieś na uboczu i zbytnio się nie wychyla. Jego aktywność można zobaczyć dopiero w walce kiedy staje się kimś zupełnie innym, o wiele pewniejszym siebie i silniejszym psychicznie. Jest bardzo przywiązany do siostry, która jest ostatnim członkiem rodziny, który mu pozostał i jedyną osobą znającą jego mroczny sekret, która w razie czego może go wysłuchać i wesprzeć. Stara się odsuwać najbardziej jak to możliwe od niebezpieczeństwa nawet za cenę własnego życia. Mimo, że mu na niej zależy zazwyczaj tego nie okazuje pozostając zdystansowany i zamknięty w "swoim świecie" do którego nikt poza nim nie ma wstępu. Ma tendencję do pogrążania się w swoich myślach i nadmiernego rozkładania minionych wydarzeń na czynniki pierwsze. To jego gdybanie często doprowadza go do dość silnej depresji na którą jedynym sposobem jest odreagowanie w czasie walki. Stara się unikać miejsc zatłoczonych, zbyt duża osób kręcących się dookoła niego i krzyczących mocno go irytuj i po dłuższej chwili doprowadza do furii. Jest na tyle roztrzepany, że często zdarza mu się o wielu rzeczach zapominać. To, że wylądował w Oddziale Zwiadowców nie ma nic wspólnego z jego własną decyzją. Zrobił to na polecenie ojca, który zginął w trakcje jednej z misji poza murem w czasie, w którym chłopak odbywał szkolenie. Bardzo często wini go za to, co się z nim dzieje, jednak tłumaczy sobie jego postępowanie chęcią ochrony syna i pomocy mu w przyszłym życiu, nawet jeśli ta pomoc nie jest taka, jaka miała być w głównym jej zamierzeniu.

Historia:

Każda historia niezależnie od tego na ile jest wybuchowa czy też zmienia nieodwracalnie losy bohatera ma w sobie jakiś punkt zwrotny. Nie musi to być nic niesamowitego, niekiedy nawet ten punkt jest kompletnie niezauważalny i popada w niepamięć, ale zmienia wiele czy ktoś tego chce czy nie. Pozostawia swoje piętno sprawiając, że nic nie wygląda już tak samo. Jakby ktoś nagle przestawił całą paletę barw w jakich widzimy ten świat. Róż zamienił na szarość, biel na czerń a zieleń przemieszała się z czerwienią tworząc coś, czego nie jesteśmy w stanie nazwać. Chcesz czy nie ten moment zawsze nastąpi. Z jego przedstawianiem spotykamy się niemalże na co dzień... książkach...w opowieściach ludzi... bądź po prostu obserwując ludzką krzywdę. Myślimy "Ja na pewno nie podzielę ich losu. Jestem zdolny, inteligentny, potrafię zadbać o siebie i swoją rodzinę.", ale nigdy nie można być pewnym wszystkiego na sto procent...

Dzielnica Stohess, rok 845. 
Dzień po ataku i przedostaniu się tytanów poza obręb muru Maria.
 - Garey wstawaj! - Głośne wrzaśnięcie rozległo się w całym pomieszczeniu wyrywając mnie ze snu. 
Było na tyle wcześnie, że dopiero po chwili doszło do mnie kto krzyczał i czego ode mnie chciał. Zanim w ogóle zdążyłem otworzyć oczy ojciec szarpnięciem ściągnął ze mnie przykrycie rzucając we mnie stertą ubrać 
- Wstawaj i się pakuj, słyszysz?!
- Co? - Mruknąłem jeszcze sennie podnosząc się i próbując jakoś określić swoją sytuację.
W pokoju panował półmrok. Ciemna sylwetka ojca w pełnym mundurze Oddziału Zwiadowczego i z całym osprzętem rysowała się na tle jaśniejącego nieba niczym katowski cień nad ciałem skazańca. O dziwo to porównanie jest tu jak najbardziej na miejscu...
- Gratulacje! Własnie zaciągnąłeś się do jednostki! A teraz rusz w końcu swój leniwy tyłek i zabieraj wszystko co najpotrzebniejsze. Milicja zbiera ludzi... Zaraz będą jechać, więc jak się pośpieszysz nie będziesz musiał iść tam na piechotę. 
- Zaraz! Że co?! - Natychmiast poderwałem się a równe nogi jakby ktoś wylał na mnie wiadro zimnej wody. Musiałem się na prawdę starać by utrzymać równowagę, bo tak nagła zmiana pozycji aż mnie zamroczyła. - To jakieś żarty prawda?
- Nie. Jestem śmiertelnie poważny. Własnie zgłosiłem cię jako chętnego i nie masz możliwości odwrotu. 
Ten jego udawany entuzjazm rozwścieczał mnie do tego stopnia, że gdyby nie przewaga jego fizyczności nad moją prawdopodobnie przyłożyłbym mu niezależnie od konsekwencji. Jak on w ogolę śmiał decydować w ten sposób o moim życiu. "Zaciągnąłeś się do jednostki"?! Pfff dobre sobie! Zdążyłem jedynie otworzyć usta kiedy do pokoju wpadła matka razem z siostrą, jeszcze zaspane, obudzone jego wrzaskiem tak samo jak ja. Jej ledwo widzialny wyra twarzy idealnie obrazował to co również ja czułem gdzieś tam w głębi, ale było na tyle przykryte wszechobecną i narastającą furia, że pozostawało zupełnie niedostrzegalne i tylko dla mnie. Przerażenie... Tak... To odpowiednie nazwa. 
- Zapisałeś go do Oddziału?! Przecież on ma dopiero...
- 14 lat! To idealny wiek. Jest jeszcze młody, ciało ma na tyle plastyczne, że rozciągnięcie go, nadanie mu gibkości i sprawności przyszłego Zwiadowcy nie będzie stanowiło problemu.
- Czy ty w ogóle słyszysz co ty mówisz?! Nie słyszałeś co stało się z Shiganshiną?! O ile się nie mylę mieliśmy chronić nasze dzieci a nie pchać je tam gdzie grozi im największe niebezpieczeństwo. 
- Wiesz dobrze, że nie mogę chronić was w nieskończoność! Ktoś musi potem zająć moje miejsce! Nasz syn MUSI dołączy do Oddziału czy tego chce czy nie. To jego przeznaczenie. Jedyna droga jaka w tej chwili możne teraz obrać. Jeszcze mi później podziękuje. 
W jego oczach doskonale widziałem, że coś ukrywa. To, jak na mnie patrzył... stanowczo, ale w tej stanowczości było coś więcej. Jakby coś go gryzło, nie dawało mu spokoju, jakby karcił się w duszy za coś, o czym nikt z nas nie miał pojęcia. W pewnym momencie przestało do mnie cokolwiek docierać. Krzyki matki i ojca wirowały dookoła tworząc naprawdę napiętą atmosferę, która powoli przestawał być dla mnie dostrzegalna. Zupełnie przestałem słuchać. Patrzyłem jedynie niewidzącym wzrokiem gdzieś przed siebie, na powoli jaśniejące ponad domami niebo, zapowiedź nowego dnia, nowego piekła w które ludzie co i rusz są pchani. 
Oddział Zwiadowców... Dlaczego ojciec chciał, bym podążał tą samą ścieżką, którą kroczy on? Bym wchodził w tą przepaść jakbym nie wiedział co czeka mnie na jej dnie. Ja doskonale wiedziałem... każdy wiedział... Prócz bólu i ciemności nie było tam nic. Zniknęła nawet nadzieja. Od dawna mówiło się, że wyprawy i wszelkie działania oddziałów nie przynoszą żadnych efektów. Co prawda bronili miasta, ale za jaką cenę. Ja nie należałem do grupy tych wspaniałych przyszłych bohaterów którzy pragną wykazywać się na każdym kroku swymi heroicznymi a zarazem szaleńczymi czynami. Nie chciałem walczyć, a na pewno nie na pierwszym froncie. Wolałem zostać tu. Razem z matką i siostrą tak jak do tej pory wyczekując każdego powrotu ojca, tego jak przekroczy próg wracając z misji w jednym kawałku i opowie nam co widział poza murami, ilu rzeczy się dowiedzieli i jakie straty przez to ponieśli. Znacznie bardzie wolałem o tym słuchać niż w tym uczestniczyć...

Kiedy się pakowałem nie mogłem przestać myśleć. Najróżniejsze scenariuszy tego, co mnie mnie czekać w najbliższej przyszłości przewijały się w mojej głowie niczym klatki nagrywanego jeszcze filmu, takiego w fazie tworzenia z którego nadal można wyciąć niechciane sceny zanim zostanie do końca zaakceptowany. Jednak, jak to zawsze bywa, coś musiało wyrwać mnie z mojego chwilowego zamyślenia. Kiedy tylko poczułem dłoń ojca na swoim ramieniu od razu się odwróciłem. Już miałem strącić jego dłoń, wybuchnąć całym tym gniewem który wcześniej zamknąłem w sobie, ale to jak na mnie patrzył... Kiedy zamykam oczy widzę to nawet teraz... Smutne i nieodgadnięte spojrzenie, kiedy uśmiechnął się do mnie przepraszająco ze słowami "Kiedyś zrozumiesz, że to było konieczne. Gdy wszystko się zmieni tam będzie ci najlepiej... Przepraszam, że ci to zrobiłem, ale kiedyś myślałem, że właśnie w ten sposób ochronię cię najlepiej." Wtedy nie widziałem jeszcze żadnej słuszności w jego decyzjach...

Okolice muru Maria, rok 850.
58 wyprawa Oddziału Zwiadowców za mur.
"Kretyn!" skarciłem się w duchu mijając pędem kolejny zakręt zasypanej gruzem z rozbitego muru uliczki. Tu trzeba było na prawdę bardzo uważać by nie wpaść w jakieś tarapaty. Tytanów było pełno. Nie mam pojęcia skąd się tu wszyscy wzięli. Długo był spokój a nagle całe zatrzęsienie tych potworów pojawiło się w okolicach Shiganshiny jakby coś je tu ciągnęło, jakby przywoływane były w jakiś niesłyszalny dla ludzkiego ucha sposób. Nie chodziło tu bynajmniej o to, że pojawili się tu tuż po przybyciu Zwiadowców. To Zwiadowcy przybyli na miejsce by zrobić rozeznanie w tej dziwnej sytuacji. Pech tak chciał, że jak zawsze nie dowiedzieliśmy się nic. Żadnych konkretnych wniosków, jedynie przypuszczenia okupione życiem co poniektórzy. 
Nie wiem jak doszło do tego, że znalazłem się tu gdzie teraz jestem i to kompletnie sam, bez żadnego chociażby najmniejszego wsparcia. Wiem, że przemieszczanie się na pieszo było lekkomyślne z mojej strony, ale wolałem nie marnować gazu dopóki nie będzie to konieczne.
Kiedy tylko usłyszałem kawałek ode mnie charakterystyczny świst od razu wypuściłem pierwszą linkę licząc, ze na kogoś trafię. Przeskoczyłem ponad budynkiem i od razu pożałowałem. Idąc w ślad za ojcem liczyłem się z tym, że przyjdzie mi widzieć i znosić wiele rzeczy niekiedy na tyle drastycznych, ze nawet dorosły człowiek o stalowych nerwach i żołądku by sobie z tym nie poradził. To co widziałem teraz było jedynie namiastką. Drobną zabawą tytana... dwunasto-metrowego kolosa rozrywającego ludzkie ciało tak jak się to robi ze skrzydełka kurczaka by łatwiej było je zjeść. Krew ściekała po jego obleśnej rozdziawionej paszczy kiedy przełykał ostatnie kęsy zabijanej ofiary. Gdy tylko obrócił się w moją stronę ruszyłem przed siebie. Musiałem uciekać najdalej jak tylko zdołałem. Nie chciałem sam wdawać się w walkę, bo w każdej chwili mogło pojawić się ich tu więcej. Na wszelki wypadek chwyciłem w dłonie ostrza przyśpieszając na tyle, by tytan nie był w stanie za mną nadążyć. 
Przez ostatnie lata powinienem był nauczyć się jednej ważnej rzeczy. Kiedy myślisz, że teraz wszystko już pudzie gładko to myślenie jest złudne. Jeden błąd, chwila zagapienia i wszystko wpada na zupełnie inny tor, najczęściej ten zły, niekorzystny. Nie wiem po cholerę wtedy się odwracałem. Gdybym tego nie zrobił prawdopodobnie zauważyłbym kolejną przeszkodę, zauważyłbym tego cholernego tytana, który machnięciem ręki zwalił mnie na ziemię. Wszystko trwało dosłownie chwile. Jego chwyt, zerwanie haka, moje przekoziołkowanie po gruzie z rozbitych budynków i okropny ból przeszywający całe moje ramie kiedy wylądowałem na na wpół zwalonym murze. W pierwszej chwili wolałem nawet nie patrzeć co stało się z moją ręką, nie chciałem tego widzieć, wolałem nie wiedzieć. Drugą ręką szarpnąłem za rękojeść miecza starając się wyciągnąć zablokowane między cegłami ostrze i zawyłem z bólu. Tkwiło nie tyle w pomiędzy kamieniami, ale wbite w moje ramie. Wpasowało się idealnie, przechodziło na wylot, nie wiem w jaki sposób musiałem spadać skoro znalazło się w takiej pozycji. Wziąłem głęboki wdech by chociaż trochę się uspokoić, pomyśleć co zrobić dalej. Jeżeli się stąd nie ruszę to chyba oczywiste jest co się ze mną stanie.... co miało się stać za chwilę. Los dziś na prawdę sobie ze mnie kpił. 
Kiedy tylko zmienia zatrzęsła się od kroków nadchodzącego olbrzyma zamarłem, ale tylko na chwilę. Musiałem uciekać, najszybciej jak się dało choćby wiązało się to z utratą kończyny. Szarpałem ostrzem mimo bólu, ale to nic nie dawało. Tkwiło wbite mocno i dość głęboko. Było jeszcze jedno rozwiązanie, bardziej bolesne, ale zawsze. Nie miałem w końcu czasu na nic innego. Skoro nie mogę wyciągnąć go szarpiąc do góry, to przebiję się nim do końca by wyszło dołem. Po tym jak odczepiłem rękojeść od miecza pozostała jeszcze jedna okropna czynność do wykonania. Wstałem w miarę szybko by nie czuć tego jak przesuwające się w górę po ostrzu ramię rozrzyna się coraz bardziej i bardziej aż w końcu tkwiący w nim kawał metalu wyszedł z niego całkiem... i wtedy świat zatrząsł się pod moimi stopami...

Kiedy ciało zaczyna przybierać zupełnie inną formę wszystko się zmienia. Całe postrzeganie się zmienia, myślenie się zmienia i mimo że chcesz myśleć jak dawniej pewne instynkty zaczynają nad tobą panować jak oszalałe. Zamykają twoje logiczne myślenie w stalowej klatce nie pozwalając mu się przebić, wpłynąć na twoje działania i powiedzieć "Hej! Stop!". Jedno chociaż było dobre... Ból zniknął... tak samo jak i strach, że sobie nie poradzę z kroczącym w moją stronę kolosem, który teraz wydawał się dość mały i wszystko było by dobrze gdyby nie pewna potrzeba... coś narzucanego przez naturę, Ich naturę, która zawładnęła mną tak nagle, uderzając ze mnie jak niespodziewany silny powiew powietrza, który pchał mnie gdzieś w przód w kierunku Oddziałów...
Mimo wielkiej chęci powstrzymania się, nie mogłem... po prostu nie mogłem. coś mi na to nie pozwalało. Ta tajemnicza siła, która ktoś kiedyś musiał we mnie zaszczepić na tyle silnie bym nie był w stanie z nią walczyć, a przynajmniej dopóki się tego nie nauczę. Wiedziałem tylko jedno. Nie chcę się tego uczyć. Nie chcę więcej znaleźć się w tej sytuacja, nie chcę stać się nów Tym... stać się jednym z Nich. 

Nie wiem co działo się potem. Jakby moje myślenie się wyłączyło, urwał mi się film. Ocknąłem się dopiero na wozie gnającym w stronę bezpiecznej stref. Widziałem, że Oddział poniósł ogromne straty, zmniejszył się o najmniej o połowę. Nie pamiętam kiedy ostatnio słyszało się o aż takich stratach. Ja jednak byłem cały i zdrowy, bez rozszarpanej rany na ramieniu... nie został po niej chociażby ślad. Tak samo jak po otarciach wywołanych upadkiem. Nie było nic... dosłownie nic co świadczyłoby o tym, że miałem jakikolwiek wypadek, że przed chwila prawie zostałem pożarty przez tytana... Tytan...
I wtedy do mnie dotarło. Teraz już wiedziałem czemu wydawał się taki mały... dlaczego całe postrzeganie świata mi się odmieniło. Mówili o tym. Już kiedyś o tym słyszałem, był taki przypadek, ale nie sądziłem, że doświadczę tego na własnej skórze, że dotknie mnie to osobiście i to tak mocno, a tym bardziej nie sądziłem, że gdy się to stanie to obrócę się przeciwko własnej rasie, że to ja przyczynię się do śmierci tylu ludzi. Teraz widziałem jedynie przebłyski tamtej furii, ale nie musiałem pamiętać wszystkiego by wiedzieć, że to moje dłonie splamione są krwią niewinnych, że to ja siałem takie spustoszenie wewnątrz formacji. A teraz siedziałem jak niby nigdy nic wśród ludzi, których zdradziłem. Wbrew własnej woli... ale zdradziłem. Pozwoliłem im umierać przez coś, nad czym nie byłem w stanie zapanować, przez coś co był częścią mnie, nie chcianą, ale było. Nikomu nie życzyłbym takiego losu... tej świadomości, że to własnie ty jesteś tym złym, tym, którego powinno się zabić by ocalić resztę. Ta świadomość mnie dobijała. Kuła jak kołek przebijający serce, wyrywający w nim wielką dziurę, której już nie da się zapełnić. 

Dopiero teraz zrozumiałem słowa ojca, które zadźwięczały mi w uszach jak powracające echo dawnych dni... "Przepraszam, że ci to zrobiłem, ale kiedyś myślałem, że właśnie w ten sposób ochronię cię najlepiej."


Ciekawostki:
* Jego siostrą jest Sophie.
* Lubi ciemne i ciasne pomieszczenia.
* Ma skłonności masochistyczne, dlatego przemieniając się w tytana jest skłonny pociąć sobie nawet całe przedramię... w końcu i tak się zagoi.
* Stracił obojga rodziców.
* Ponieważ wychowywał się w "bezpiecznej" dzielnicy pierwsze prawdziwe starcie z tytanem było dla niego lekkim szokiem.
* Gdyby mógł zmieniłby się w tytana i zdeptał tych, których nie lubi.
* Przerażają go małe rozwrzeszczane dziewczynki zadające nadmierną ilość pytań.


Ostatnio zmieniony przez Garey dnia Sro Paź 09, 2013 10:29 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://shingekinokyojin.forumpolish.com
Sophie
Prawa ręka Dowódcy Oddziału Stacjonarnego/Admin
Prawa ręka Dowódcy Oddziału Stacjonarnego/Admin
avatar

Godność : Sophie Eberl
Wiek : 19
Płeć : Female
Orientacja : Biseksualna
Data przyłączenia : 17/09/2013
Liczba postów : 46

PisanieTemat: Re: Garey Eberl   Sob Wrz 21, 2013 5:07 pm

Tak braciszku! <3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Garey Eberl
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Shingeki no Kyojin (Attack on Titan) :: Informacje :: Karty Postaci :: Karty akceptowane-
Skocz do: