IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Saulius Teodros - The White Light from the Abyss.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Go??
Gość



PisanieTemat: Saulius Teodros - The White Light from the Abyss.   Wto Paź 01, 2013 8:56 pm

Godność: Saulius Teodros

Wiek: 19 lat

Orientacja:
Niezbyt obchodzą go ludzkie uczucia czy też wdzięki. Istnieje jedynie po to, by chronić i uszczęśliwiać swego brata. Jednak jak każdy zdrowy młodzieniec ma swoje potrzeby. Nie ma dla niego większego znaczenia na kim je zaspokoi, ponieważ zapewne nie spotkają się już drugi raz. Jeśli kluczem do celu będzie związek czy kontakt fizyczny z kimś, kto może więcej niż on, nie będzie raczej zbytnio się tym przejmował, czy też wybrzydzał szukając innego sposobu, czy innej osoby. Nie zwraca uwagi na nikogo poza swym bratem, więc nie zauważy czy trzyma dłoń kobiety czy mężczyzny, starca czy młodzika, ważne, by osiągnąć to, czego pragnie, sukces czy zaspokojenie.

Dystrykt:
Urodził się na skraju Shiganshimy, wręcz patrząc na mur zapłakanymi jeszcze oczami, prawie mogąc go dotknąć, stawiając pierwsze kroki. Lecz ten mur upadł, nie dał mu więc już więcej schronienia. Potrzebując innej stabilizacji, pewności, ruszył wraz z bratem do Trostu, by robiąc pierwsze kroki w nowym życiu, znów mógł dotknąć muru, a ten był mu najbliższy.

Grupa:
Jego ród wolności szukał od dawna, każdego pierworodnego obdarzając Skrzydłami Wolności. Choć mury kochał, to brata cenił ponad wszystkie świętości. Gdy runął mur, gdy widział dłonie Tytana tuż obok twarzy ukochanego brata, w ostatniej chwili odcięte przez żołnierza, postanowił, że nigdy już nie pozwoli, by jakakolwiek z tych plugawych kreatur postawiła krok na tej samej ziemi, która nosiła jego brata. Zniszczy każdego, kto skrzywdzi jego brata. Widok jego twarzy po ujrzeniu Tytana nakazał mu wyplenić te robactw z powierzchni ziemi. Musiał więc wzlecieć ponad nie na Skrzydłach Wolności, które szybko splamił krwią. Podążył śladami ojca, dziada, pradziada, rodu swego poprzedników i stał się Zwiadowcą, by otworzyć mury dla brata ukochanego i pokazać mu piękny i bezpieczny świat, pozbawiony potworów.

Ranga:
Kariery nie pragnie, jedynie osiągnąć swój cel. Ledwie z kadeta stał się żołnierzem, jednak wola walki i umiejętności na pewno zostaną docenione przez zwierzchników zwłaszcza, gdy stał się koszmarem dla potworów, które zmieniły świat w piekło. On, gdy po raz pierwszy mur przekroczył, odpłacił się im za to z nawiązką. Jednak zbyt wcześnie być może na awanse, choć doceniony zostać powinien.

Umiejętności:
Szybki być może nie jest, jednak skuteczny. Wysoka celność zarówno przy cięciach jak i użyciu broni palnej pozwala na unieszkodliwianie Tytanów za pierwszym podejściem bez konieczności osiągania dużych prędkości. Użycie sprzętu trójwymiarowego manewru rozwinął na wysokim poziomie, gdyż jego poruszanie się po ziemi na własnych nogach pozostawia wiele do życzenia. Dla własnej wygody więc zajął się udoskonalaniem manewrów wysokościowych, by zastąpić swe wadliwe nogi sprzętem technicznym. To samo przyczyniło się również do wysokiego rozwoju umiejętności jazdy konnej, która również była sposobem na poradzenie sobie ze swoją pewną wadą. Wadą tą jest powolne używanie kończyn dolnych. Zbyt mocne zginanie lub prostowanie, a także zbyt częste wykonywanie tych czynności w odniesieniu do nóg sprawia mu ból, tak więc porusza się nieco powoli, na ugiętych nieco nogach, często się potykając. Również inne kwestie dotyczące koordynacji wymagają u niego dużego skupienia. Jeśli z kimś rozmawia w czasie parzenia herbaty dopiero za trzecim podejściem otworzy pudełeczko zawierające liście, również złapanie ich w czasie dekoncentracji zajmie mu nieco czasu. Jednak, gdy jest maksymalnie skupiony nie różni się zbytnio od innych ludzi, w czasie walki, gdy używa sprzętu trójwymiarowego manewru, jest w stanie dorównać reszcie oddziału, niektórych nawet przewyższyć. Można jednak się spodziewać, że nagle zdekoncentrowany, choćby w czasie zwykłego spaceru, może przewrócić się nagle spoglądając na obiekt, który odwrócił jego uwagę. Ponieważ miał wiele wad do zatuszowania musiał rozwinąć umiejętności planowania, analizy i strategii. Wiedząc, że nawet jego własne ciało może zrobić mu przykrą niespodziankę musiał nauczyć się szybko reagować w każdej sytuacji, zmieniać plany i przygotowywać się na najgorsze. Będąc w gorszej sytuacji niż inni nauczył się wykonywać wszystko jak najmniejszą ilością ruchów, by oszczędzać zbyt wątłe ciało, co również rozwinął na większą skalę, analizując plany przegranych strategii z dawnych czasów i rozmyślając nad możliwościami wygranej. Zawsze zakłada najgorszy scenariusz i dąży do najlepszego zakończenia. Pomaga mu w tym jego wysoka inteligencja i kreatywność. Potrafiąc przeanalizować wiele problemów nauczył się również przewidywać ich konsekwencje. Dotyczy to również ludzi. Widząc ich zachowanie potrafi po pewnym czasie rozszyfrować ich charakter, domyślając się tego, czego mógłby się po nich spodziewać. Wydaje się to być przerażające, gdy patrzy przenikliwym spojrzeniem, a chwilę później mówi, co zaraz się stanie, a to chwilę później się dzieje. Nie jest to w żaden sposób powiązane z jasnowidzeniem, czy innymi tego typu nadnaturalnymi umiejętnościami. On jedynie rozpoznaje ciąg przyczynowo-skutkowy i logicznie dopasowując charakter człowieka do sytuacji wie, jakiej reakcji się spodziewać i na jakie zachowanie przygotować, wie też jakie wydarzenia są najbardziej prawdopodobne. Jednak, gdy spojrzy nam w oczy i powie, co właśnie chcieliśmy zrobić, a nie pomyli się ani odrobinę, wydaje się to być nienaturalne. Oczywiście nie zawsze to działa. Jest to jedynie zasada prawdopodobieństwa zdarzeń na podstawie analizy wydarzeń. A jak wiadomo świat potrafi zaskakiwać, a ludzie fałszywie ukazywać swe oblicza.

Wygląd:
Natura poskąpiła mu koloru. Niczym krople krwi niewinnych na świeżym śniegu, pozbawione barwy tęczówki ukazują szkarłat krwi przepływającej pod nimi, otoczone zaś są śnieżnobiałą cerą. Włosy, niczym starca, również barwy są pozbawione. Jednak dumny jest z nich, jakby miały symbolizować starcze doświadczenie, wiedzę zawartą w młodym ciele. Tak więc zapuszcza je już od dawna, sięgają mu do bioder, padając na nie potężnymi, gęstymi falami. Na co dzień związuje je w kitkę z czerwoną kokardą z szerokiej wstążki. Jednak, by nie przeszkadzały w walce, na czas takiej konieczności upina je w wysokiego koka na górze głowy, a dokładniej zawija włosy mocno, prawie je wyrywając i owija tą samą wstęgą, która jednak zamiast w kokardę zaplątana jest w mocny węzeł. Jest on zbudowany wysoce oszczędnie. Nie odrasta zbytnio od ziemi, ledwie półtora metra z nawet nie dziesięcioma centymetrami wzwyż, co umieszcza jego głowę na poziomie piersi wielu urodziwych dam. Jest to wysoce poręcznie nie tylko ze względu na piękne widoki wymienione powyżej, ale również pozwala na zmieszczenie się w wielu niedostępnych dla standardowej wielkości ludzi miejscach. Daje również element zaskoczenia w boju, gdyż trudno jest zauważyć maleńki biały obiekt nim zostanie się zaatakowanym, zwłaszcza, gdy nawet najmniejsze Tytany ze swego poziomu oczu widzą go niezbyt wyraźnie z powodu jego mikrych rozmiarów. Jest bardzo szczupły, choć wagi standardowej, zdrowej. Z powodu wyręczania ciała sprzętem trójwymiarowego manewru i końmi nie ma zbyt wielkich mięśni, jednak jako iż uważa jedzenie za wysoce nudne i je tylko z konieczności, nie jest również zbytnio pokryty tkanką tłuszczową. Nogi zaś ma zdecydowanie chudsze od rąk, gdyż ich używa najrzadziej, na co dzień głównie czytając lub pisząc, a w walce używając techniki. Zaś ręce z powodu użycia mieczy jak i noszenia ciężkich książek są nieco rozbudowane, co nadaje mu nieco groteskowy wygląd. Mimo słabego wzroku spowodowanego albinizmem jak i nadwyrężaniem oczu nie nosi okularów, gdyż uważa je za zbędny wydatek, skoro i tak niewiele pomagają, a w dodatku trzeba je zmieniać, gdy wada się zmieni, a w walce przeszkadzają, na co dzień spadają, a w dodatku, jeśli się zbiją, szkło może pokaleczyć i trwale uszkodzić oczy. Tak więc we własnej logice woli mrużyć oczy i zbliżać książki w czasie czytania niż kupić taką małą pomoc. W końcu Tytani są na tyle ogromni, że widzi ich słaby punkt bez problemu, więc po co się męczyć? W razie konieczności znajdzie kogoś kto będzie mu czytał. To też kolejny powód przywiązania do brata, którego często prosi o czytanie książek z małym drukiem czy też informacji na obiektach w mieście. Ubiera się głównie na biało, dodając szkarłatne elementy. Pod mundur ma założoną białą koszulę z czerwoną wstążką związaną w kokardę pod szyją, zastępując tak krawat czy muchę jak w eleganckich strojach. Na co dzień również nosi wymienioną koszulę i wstążkę, a do niej spodnie, również białe, na czarnych, bądź ciemnoczerwonych szelkach, gdyż trudno mu znaleźć tak ciasne spodnie lub pasek z odpowiednią ilością dziurek. Buty zaś są czarne, wysokie i wiązane bardzo mocno, co czasem powoduje zerwanie sznurowadeł. Zimą zakłada długi, biały płaszcz i czarną czapkę typu uszanki, co czyni go niezbyt widocznym, podobnym raczej do kamienia na śniegu niż człowieka.

Charakter:
Jest raczej obojętny na otoczenie, zapatrzony w swego brata. Pozbawiony zasad etycznych, działa jedynie by przynieść korzyść tej właśnie jedynej osobie. Jeśli ktoś zrani jego samego, nawet tego nie zauważy, czy to będzie słowo czy czyn. Jednak choćby jedno krzywe spojrzenie w kierunku jego brata można przypłacić uszkodzeniem ciała i psychiczną traumą. Nie można tego jednak nazwać w żaden sposób chorą miłością. Prędzej uciąłby sobie dłoń niż dotknął brata w niewłaściwy sposób. Jest raczej milczący, jednak ożywia się przy bracie, czasem wydając się przez to infantylny, gdy rozmawia z nim nawet o sposobie ułożenia łat na kocie. Zaś przy innych jest poważny i nieprzystępny. Zupełnie jak skarbiec, do którego klucz spoczywa w sercu jego brata, inni ujrzeć mogą jedynie kamienną osłonę, zaś on jeden skarby znajdujące się wewnątrz. Nie ma w sobie żadnych zahamowań. Jeśli jego brat zechce kota to porwie kota sąsiadów i poda go bratu z kokardką na szyi. Jeśli brat zechce, by kot był łysy, to on wyrwie z niego każdy, nawet najmniejszy włos. Jeśli ktokolwiek skrzywdzi jego brata... Cóż, jego dni są już policzone, a zakończą się one w sposób pełen rozpaczy i cierpienia. Można powiedzieć, że nie ma własnej woli. Żyje jedynie po to, by spełniać marzenia brata i go chronić. Czemu tak jest? Rodzice często kłócili się z powodu jego braku podobieństwa do ojca. Poza jego brakiem barw, był zawsze delikatny, bardzo podobny do matki, zaś zbyt słaby, by przypominać ojca. Może odziedziczyłby po nim kolor oczu, czy włosów, tak jak jego brat... Gdyby oczywiście te kolory posiadał. Tak więc ojciec go nienawidził, uznając za dowód zdrady żony, zaś matka również podzielała to uczucie uznając go za problem, bo nie dość, że nigdy takie maleństwo nie wyrośnie na porządnego mężczyznę to jeszcze swym wyglądem przynosi problemy. Otoczenie zaś bało się go, nazywając bestią z powodu jego oczu. Albinizm jest wyjątkowo rzadki, zwłaszcza w tak przerzedzonym genetycznie społeczeństwie. A tym bardziej tak zaawansowana jego forma, gdy ciało i włosy są idealnie białe, a oczy wydają się być szkarłatne. Jedynie jego brat tego nie rozumiał i kochał go bezwarunkowo, nie patrząc na jego wygląd, podobieństwo do kogokolwiek. Tak więc i on skupił swe uczucia na nim, który jako jedyny był w stanie je odwzajemnić. Jeśli sytuacja nie dotyczy jego brata, nie okazuje on żadnych uczuć ani emocji.

Historia:
Noc w Shiganshinie rozdarta została płaczem nowo narodzonego dziecka. Ojciec nie mógł doczekać się, by go ujrzeć. Niedawno wrócił z kolejnej wyprawy za mur, jak zwykle nieudanej. Leczył rany, zarówno cielesne jak i psychiczne, które nabył za bezpiecznym murem. Chciał chociaż jedno zrobić w życiu dobrze. Wyprawy kończyły się porażką. Miał nadzieję, że chociaż syn okaże się sukcesem. Jednak bardzo się mylił... Pergaminowa skóra w kolorze śniegu, płaczące oczy koloru krwi. Delikatny, jasny, kruchy. To nie mógł być syn żołnierza! Nawet na córkę by się nie nadawał. Przypominał bardziej porcelanę kupowaną przez bogaczy niż kogoś, kto w przyszłości, tak jak jego ojciec, miał przynieść chlubę rodzinie, wyruszając za mury, być może w końcu odnosząc sukces. Mężczyzna spojrzał na żonę z nienawiścią.
- Czyj jest ten bękart, suko...? – wysyczał. – To nie może być mój syn! – uderzył ją w twarz z otwartej ręki.
- Jest Twój! Ty nic nigdy nie umiesz zrobić dobrze! Skoro nie umiesz porządnie pobić Tytanów to jak mogłeś choćby się spodziewać, że syna spłodzisz lepiej! Jest taką samą porażką jak Ty! Szkoda, że Cię nie zeżarli... Wtedy takie chuchro nie musiałoby istnieć! – kobieta w przypływie szału i szoku zaczęła dusić niemowlę, jednak mężczyzna szybko je od niej zabrał.
- Jak tylko będzie w odpowiednim wieku wyślemy go do wojska. Skoro ma zginąć, to lepiej żeby nas za to nie obwiniano. Nie chcę nawet grzebać takiego marnego ciała. Niech stanie jakiemuś Tytanowi w gardle, może bydle się nim zatruje... On przynosi pecha... Kwiaty, które ledwie zakwitły dzisiejszego poranka zostały zasypane śniegiem, a my otrzymaliśmy jego...
- Poczęty był zeszłego lata tuż po tym jak wróciłeś za muru... Byłeś wtedy bardzo zmęczony, może dlatego nie udało się stworzyć poprawnego istnienia. Nie przekazałeś mu swego męstwa, a jedynie zmęczenie po walce. Trzeba się jak najszybciej go pozbyć... Jest dzieckiem ran zadanych przez Tytanów niż naszym....
- A na pewno nie moim, gdy był poczęty byłem długo za murem – mężczyzna wyszedł do innej izby i zostawił kobietę osłupiałą. Żadne z nich nie wiedziało, że chłopiec narodził się zbyt wcześnie, co spowoduje wiele problemów. Drobne ciałko koloru świeżego śniegu drżało w szlochu.
Minął jakiś czas. Chłopiec często płakał, zwykle zwracał spożyte mleko matki i karmiono go innym, zwykle krowim lub kozim, które jednak powodowało dziwną wysypkę. Zatem chłopiec chudł jeszcze bardziej, często chorował. Późno nauczył się chodzić i sprawiało mu to wiele trudności. Może też dlatego, że rodzice nie zwracali na niego zbytniej uwagi. Starał się chodzić przytrzymując się mebli, stawiał nogi krzywo i przewracał się często. Jednak nikt nie zwracał na niego uwagi, jedynie czasem karcąc, gdy zrobił coś złego. Oczywiście nie chodził głodny czy brudny. To, co należało zrobić, było wykonane, jednak oboje rodziców starało się trzymać od niego z daleka z powodu jego szkarłatnych oczu. Gdy już sam chodził starał się mówić, za co jednak był karcony. Rodzice nie chcieli słyszeć jego głosu, który ich przerażał. Nie chcieli, by potwór o szkarłatnych oczach nazywał ich mamą czy tata. Nieco po jego drugich urodzinach matka zaczęła nieco się zaokrąglać, a ojciec częściej uśmiechać.
- Ten na pewno już będzie moim synem. Dawno nie było żadnych wypraw... Z tym na pewno lepiej się postarałem – powiedział ojciec z dumą.
- A jeśli to będzie córka? – zapytała kobieta niepewnie.
- To się szykuj na rodzenie choćby setki dzieci, aż w końcu wydasz na świat syna, z którego będę dumny.
-  O ile Ty potrafisz takiego spłodzić – małżeństwo nie okazywało sobie równie wielkiej miłości jak przed narodzinami pierworodnego, jednak zdrowy, silny syn mógłby to zmienić. Zapomnieli, że istnieje na świecie siła większa od wszelkich uczuć i marzeń.
Jakiś czas później, gdy zbliżał się dzień, w którym kolejne dziecko miało narodzić się w tym domu, przyszedł rozkaz wyruszenia na kolejną misję za mur. Mężczyzna pewien iż zarówno syn jak i wyprawa każą się sukcesem pocałował żonę i nawet nie patrząc na pierworodnego wyszedł z domu. Nie wiedział, że już do niego nie wróci. Słońce południa grzało zbyt mocno, letnie powietrze było ciężkie. To był najgorszy czas na wyruszenie za mur, choć wtedy jeszcze tego nie wiedziano. Mężczyzna podążał za swym dowódcą, nie myśląc o walce, a raczej o tym, że gdy tylko wróci ujrzy swą piękną żonę i nowo narodzonego, wspaniałego syna. W głowie miał obraz wspólnych chwil z żoną, zabaw z silniejszym synem. Nie było w jego umyśle miejsca na starszego syna... Podążał bezwiednie za dowódcą, nie myśląc o otoczeniu, które nagle zmieniło się diametralnie. Znikąd pojawiła się grupa tytanów. Ostatnią myślą jego życia nie było już rozmyślanie o rodzinie, a jedynie myśl, że wnętrze paszczy tytana strasznie cuchnie.
Żar lejący się z nieba przeszkadzał również ludziom w Shiganshinie. Lekarz pomagał rodzącej kobiecie, drżąc nieco przed wzrokiem szkarłatnych oczu, wpatrujących się nieprzerwanie w nich oboje. Wydawało mu się, że chłopiec jest bestią, gdy w tym wieku, ledwie trzech lat, nie bawił się, a jedynie cicho i spokojnie, całkowicie obojętnie, patrzył przed siebie. Nastąpiły pewne komplikacje. Pierwszy oddech młodszego dziecka stał się ostatnim oddechem matki. Chłopiec poinformowany o tym nie uronił ani jednej łzy, jedynie zaczął naciskać palcem na policzek brata i uśmiechnął się nieco. To był jego pierwszy szczęśliwy i świadomy uśmiech.
- Absalom – wyszeptał jakby nie wiedząc co mówi. – Mój drogi braciszek... – nie spojrzał nawet na martwe, zakrwawione u dołu ciało matki, tylko mocno tulił brata. Słowo, które było pierwszym jakie wymówił z radością, stało się imieniem nowego obywatela Shiganshiny.
Dzieci nie mogły wychowywać się same, jednak nikt nie chciał mieć pod dachem chłopca o czach demona, który nie pozwalał zabrać swojego brata choćby do innego pokoju niż ten, w którym on przebywał. Sąsiedzi jedynie przynosili im jedzenie, pilnowali czy są czyści i zdrowi, a poza tym starali się trzymać od nich z daleka. Jednak gdy starszy miał lat siedem, młodszy zaś cztery, razem poszli nad rzekę, gdzie ujrzeli mężczyznę wyławiającego ryby. Młodszy był wyjątkowo zainteresowany rybami rzucającymi się w wiadrze, przez co w końcu je przewrócił. W czasie, gdy mężczyzna na niego krzyczał, młodszy złapał jedną z ryb i uderzył nią rybaka w twarz, gdy ten się schylił. Zszokowany mężczyzna spytał gdzie są ich rodzice i czemu nie wychowali ich lepiej. Wtedy dowiedział się historii rodzeństwa i postanowił sprawić, by stali się przykładnymi obywatelami. Nauczył ich zasad rządzących tym światem, jak powinni się zachowywać, kogo szanować. Przekazał im to, co każde dziecko powinno wiedzieć. Pokusił się o uczenie ich czytać i pisać, gdy minął już jakiś czas. Traktował obu jak swych synów, ignorując fakt odmiennego wyglądu starszego z nich. Pomyślał, że kiedyś będą dla niego bardzo przydatną pomocą. Wprowadził się do ich domu, gdyż własnego nie miał. Zajmował się nimi, dając ulgę innym ludziom. Widział, że okoliczne dzieci nie chcą bawić się ze starszym z chłopców, a on sam jest zamknięty w sobie. Jednak nie mógł w żaden sposób dociec przyczyny, ponieważ chłopiec odzywał się jedynie do swego brata, który nie dostrzegał jego wad. Jednak pewnego dnia ujrzał przerażający widok. Chłopiec wszedł do kuchni, gdy on patroszył ryby. Starał się, by chłopcy nigdy tego nie widzieli, bo mogło być to dla nich okropne. Jednak nie zauważył na twarzy chłopca obrzydzenia, jedynie jego zwykłą obojętność. Chłopiec przyglądał się mu, gdy on wyjmował wnętrzności ryby. Po chwili zaś sam oderwał jednej z ryb głowę, rozerwał brzuch i zaczął wyrywać wnętrzności, uśmiechając się delikatnie, jakby była to wspaniała zabawa. Serce nawet zjadł, niczym cukierka i zaczął się śmiać. Następnego dnia mężczyzna już nie pojawił się w ich domu, miewał koszmary o tym dziecku, zabijającym ludzi w sposób w jaki rozprawił się z rybą, aż w końcu nie wytrzymał i znaleziono go powieszonego niedaleko muru.
Nastał czas samotności, gdy chłopcy byli omijani przez ludzi i musieli radzić sobie sami. O ile warzywa można było ukraść z targu, ryby złowić w rzece to mięsa nikt nie chciał im dać, było zbyt mocno chronione, by je ukraść i zbyt trudno dostępne, by je zdobyć samemu, jednak na to również można było znaleźć sposób... Gdy młodszy z braci przed snem powiedział, że chciałby kiedyś spróbować pieczonego mięsa, starszy uznał to za pewnego rodzaju rozkaz, jakby jego serce nie mogło zaznać spokoju, nim nie spełni marzenia brata. Jednak jak to zrobić? Chłopiec w wieku lat już trzynastu, wyszedł nocą na uśpione ulice miasta. Zastanawiał się komu można by było ukraść nieco mięsa dla brata, jednak nagle ujrzał inne rozwiązanie. Wyrzucony z domu, zbyt stary by łapać myszy kot powłóczył złamaną nogą i miauczał, jakby prosił o łaskę. Jedno działanie mogło rozwiązać dwa problemy. Chłopiec postanowił ukrócić jego cierpienie i spełnić marzenie brata. Uderzył kamieniem w głowę zwierzęcia, a gdy to zostało ogłuszone, podszedł, by skręcić mu kark. Zrobił to szybko, ofiara nie zdążyła nawet miauknąć. To był pierwszy raz, gdy chłopiec płakał. Żal mu było tak pięknego zwierzęcia, które jeszcze chwilę temu cierpiało tak okrutnie, a on sam zabił je własnymi rękami. Jednak nie widział innego wyboru. W domu, gdy brat jeszcze spał, obrobił zwierzę na mięso, by nie przypominało tego, czym kiedyś było, a z jego sierści zrobił ciepły szalik dla brata. Resztę skóry przerobił na rzeczy, które znalazły różne zastosowania. Nauczył się tego, gdy jeszcze był mały i obserwował matkę, która wciąż szyła dla nich ubrania. On również już od jakiegoś czasu je szył, więc teraz nie było to dla niego problemem. Na obiad zaś było pieczone mięso, które bratu opisał jako mięso kurczaka. Postanowił, że nigdy nie powie bratu co tak naprawdę zjedli, ani jaka jest geneza jego szaliczka.
Jakiś czas później w mieście pojawiło się coś o wiele straszniejszego niż to dziecko. Dziura w murze zwiastowała zagładę. Gdy uciekał wraz z bratem ujrzał dłoń Tytana, łapiącą ubranko chłopca, on sam był bezsilny. Jednak ujrzał jak nagle z karku tytana tryska krew, a on sam upada.Uratował ich żołnierz. Udało im się uciec wraz z bratem do Trostu. Młodszy z braci umiał już sam sobie radzić, starszy zaś postanowił, że nauczy się go chronić, postanowił dołączyć do kadetów. Nim opuścił brata nauczył go kraść warzywa i oprawiać mięso bezpańskich psów. Kotów już nie chciał krzywdzić Często dokarmiał je własnym jedzeniem, postanowił wziąć z nich przykład, a także zniwelować ich naturalnych wrogów. Wkrótce zaczął szkolić się, by zostać pewną podporą dla brata.
W czasie trwania szkolenia nie okazywał żadnych emocji ani uczuć. Wydawał się być maszyną, nieczułą na zmęczenie czy ból. Doprowadziło to jednak do tego, że jego chorowite ciało było narażone na zbyt wiele, więcej niż mogło znieść. Starał się robić wszystko jak najlepiej, co skutkowało tym, że często mdlał podczas ćwiczeń, gdy granice swej wytrzymałości pozostawiał daleko za sobą. Wiele osób sugerowało mu odejście, lecz on jedynie patrzył na nich wzrokiem straszniejszym od spojrzenia samej śmierci. Nie odzywał się do nikogo, nie licząc momentów, gdy był do tego zmuszony. Nie było powodu, by pozbawić go statusu kadeta i odesłać do domu, zawsze robił to, co mu kazano najlepiej jak tylko potrafił. Choć często upadał, jego nogi były poranione, zdarzało mu się mdleć, to nigdy nie popełnił żadnego błędu, co przerażało nawet przełożonych. Karmiony w wojsku nieco lepiej niż wcześniej w mieście nabrał wystarczająco dużo siły, by przestać już przegrywać z własnymi słabościami. Stał się godzien dołączenia nawet do żandarmerii. Ale wyśmiał ten pomysł. Po prostu spojrzał w oczy ludzi, którzy powiedzieli mu o tym i zaśmiał się niczym szaleniec.
- Co bym z tego miał? Miałbym być posłusznym psem króla i chronić go w czasie, gdy mój brat pozostałby sam w domu? Miałbym pozwolić, by mój brat do końca swego życia nigdy nie ujrzał piękna świata, w którym nie ma tych parszywych ludzi? Świata za murem? – po tych słowach inni kadeci zamarli patrząc na niego i zaczęli szeptać. – Stanę się jego aniołem stróżem, wzniosę się na Skrzydłach Wolności i pokażę mu piękny świat. Zburzę ten mur od wewnątrz i to my zawładniemy światem Tytanów, aż to oni wymrą lub stworzą własny mur, dowiedzą się jak to jest żyć w zbyt małej klatce, pełnej plugastwa – już nikt więcej nie rozpoczynał przy nim tego tematu, a gdy nadszedł czas wyboru szkarłatne oczy błyszczały spoglądając na sztandar Zwiadowców.
Wkrótce ruszył ku pięknemu, cichemu światu, pozbawionemu zdrad, chciwości i kłamstw. Mundur Zwiadowcy wydawał się być przepustką ku lepszemu życiu, godnej śmierci. Chciał oczyścić to miejsce ze wszystkiego, co zagrażałoby jego bratu. Chciał pokazać mu sarny, które patrzyły wielkimi oczami na Oddział, chciał pokazać mu strumień, przez który mogły przejść konie, choć wozy z zaopatrzeniem musiały jechać przez most obok. Gdyby nie było Tytanów, mógłby oswoić sarenkę z lasu, posadzić brata na jej grzbiecie i przeprowadzić go przez rwący strumień... Wyobraził sobie jego uśmiech w świetle słońca, opadające, niepotrzebne już mury i chatki rozsiane w głębi wielkiego lasu, pola na łąkach, owce pijące z rzek. Gdyby nie tytani dla wszystkich starczyłoby jedzenia, a świat byłby szczęśliwszy. Chciał częściej widzieć uśmiech swego brata, słyszeć jego śmiech. Czuł, że środkiem ku temu będzie unicestwienie tych, którzy odebrali im szczęście. Gdy pojawia się pierwszy z potworów, atakuje bez rozkazu, powodując przerażenie wśród reszty oddziału Jednak udaje mu się pokonać stwora poprzez natychmiastowe przeniesienie się na jego kark za pomocą sprzętu trójwymiarowego. Robił tak za każdym pojawieniem się potworów, aż zgubił się, podążając za nimi. Do miasta wrócił później niż reszta oddziału, nie wiedząc nic o stratach, będąc jedynie na skraju wyczerpania z głodu i zmęczenia. Dodatkowo przejawiał objawy zatrucia jakimiś leśnymi owocami. Gdy tylko wszedł do miasta ujrzał brata w mundurze kadeta. Później stracił przytomność. Udało mu się przeżyć i odzyskać siły, lecz jego przyszłość była niepewna.

Ciekawostki:
- Nie posiada brwi. A co najmniej tak się wydaje. Są na tyle jasne i rzadkie, że nie można ich dostrzec, dopiero dotknięcie łuku brwiowego pozwala na wyczucie delikatnych włosków.
- Uwielbia koty, gdyż wydają mu się być dystyngowane i wolne. One nigdy nie przejmują się co powie właściciel, ani jakiej rasy jest kot tworzący młode z kotką, nigdy nie zagryzą kotki, której młode mają różnych ojców. Są pozbawione uprzedzeń i pełne miłości. A koty albinotyczne, tak jak on, są głuche, w czasie, gdy jego słuch jest doskonały. To zawsze daje mu wrażenie, jakby był od kogoś lepszy. Choćby od tych kotów, gdy kolor jego włosów i ich sierści jest identyczny, oczy równie pozbawione barwy, choć ukazujące inne kolory, lecz on słyszy nawet najmniejszy szept, a one nie są w stanie usłyszeć własnego miauczenia. Ma tendencję do przygarniania kotów.
- To samo uczucie dotyczy koloru czerwonego, który uważa za podstawę świata. Krew w żyłach jest czerwona, daje życie, rozlana po śmierci na ziemi również ma ten kolor. Krew przelana za bliskich i wylana z wroga jest taka sama. Czerwień jako symbol miłości, rozlana na wojnie krew w tym samym kolorze. Szkarłatny rumieniec zawstydzenia jak i gniewu. To wszystko łączy się jedno w wielu odcieniach tego samego koloru. Jako iż jego oczy ukazują tę samą barwę, czuje się silniejszy, patrząc w nie.
- Boi się psów. Uważa je za zbyt hałaśliwe. Nie lubi ich zapachu, zwłaszcza po deszczu. Twierdzi, że są zbyt uległe i niewybredne przy wyborze właściciela. Widzi jak ludzie je więżą i nakazują pilnować domu, nie dając im nic w zamian poza resztkami obiadu. Uważa, że by kogoś chronić trzeba go kochać, a na to należy zasłużyć.
- Z podobnego powodu co psów nie lubi żandarmerii, choć obu grupom tego nie okazuje. Tak jak potrafi pogłaskać psa, tak też dogada się z żandarmem. Jednak uważa obie grupy za tak samo bezsensowne.

(Awatar sam narysowałem, jednak nie umiem sprawić by był tak piękny jak inne, które ujrzałem tutaj... Czy mógłbym prosić, by ktoś się nim zajął? Tutaj jest link.
Czy pan Absalom Teodros, który jest bratem mojej postaci mógłby dzielić ze mną historię? Resztę sam napisał, jednak przez to, że przespałem kilka dni nie mogliśmy ustalić wspólnej historii, choć większość zdążyliśmy zaplanować wcześniej. Teraz ma on bardzo wiele na głowie i nie chciałbym, by się zbytnio przemęczał pisząc historię w czasie, gdy jego postać uwzględniona jest w mojej i razem ją wymyślaliśmy na Skype.
Przepraszam, że napisałem aż tak długą Kartę Postaci, mam nadzieję, że nie jest to zbytnim problemem dla osób czytających i ich zbytnio nie męczy... Ma ona 4237 słów z czego 2211 to sama historia... Przepraszam, że męczę państwa oczy swoją niegodną obecnością. Mam nadzieję, że Karta jest napisana dobrze i poczekają państwo na pana Absaloma, który ma dużo na głowie w obecnym czasie i pozwolą mu użyć tej historii, którą tu zawarłem.)
Powrót do góry Go down
NPC



Data przyłączenia : 22/09/2013
Liczba postów : 31

PisanieTemat: Re: Saulius Teodros - The White Light from the Abyss.   Sro Paź 02, 2013 8:50 am

No to bierzemy się za kp. *czytu czytu*

Wygląda dobrze, punkty są ładnie rozpisane, historia też aczkolwiek przeraził mnie fakt zjadania psów czy tego nieszczęsnego kota. Mógłbym w sumie podręczyć o dokładne opisanie pierwszej wyprawy, ale mi się nie chce, bo mam straszliwego lenia.

Jako cherlawy chłopiec powinieneś mieć drobne trudności w walce w końcu to uśmiercania tytanów trza mieć siłę, ale nawet z cherlaczka da się zrobić prawdziwego żołnierza.

Wszystko w tej karcie jest jak najbardziej w porządku moim zdaniem, albo po prostu mojego lenistwa, które nie chce dziś pozwolić mi się czepiać wszystkiego jak leci, ale to nie istotne.

Ode mnie Akcept. Powodzenia w fabule

//Odnośnie historii dla Absa to powinien tak jak mówiłem wcześniej napisać ją ze swojej perspektywy, przekopiowanie jest zbyt prostą sprawą.//
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Saulius Teodros - The White Light from the Abyss.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Śmierć przychodzi za szybko-White Fox

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Shingeki no Kyojin (Attack on Titan) :: Informacje :: Karty Postaci :: Karty akceptowane-
Skocz do: