IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Wilson Speke

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Wilson
Straż Muru
Straż Muru
avatar

Godność : Wilson Speke
Wiek : 21
Płeć : Male
Orientacja : Heteryk
Data przyłączenia : 06/10/2013
Liczba postów : 13

PisanieTemat: Wilson Speke   Nie Paź 06, 2013 11:39 pm

Godność: Wilson Speke (właśc. Burton)
Wiek: 21 lat
Orientacja: Hetero.
Dystrykt: Trost
Grupa: Oddział Stacjonarny
Ranga: Strażnik(?)

Umiejętności: O umiejętnościach Speke'a prowadzący kurs kadetów napisał w raporcie: "Wilson Speke jest jak kaczka: trochę lata, trochę pływa, trochę biega, lecz niczego nie robi dobrze.". Rzecz, która wyróżnia ją jednak spośród swojego stada, to niezwykle logiczny umysł, potrafi przyswoić duże ilości informacji w bardzo krótkim czasie (Może tylko USB 3.0 jest nieco szybsze.). Jego zdolność dedukcji zdaje się potwierdzać fakt iż wielokrotnie napotkawszy jakąś nieznaną osobę, potrafił po pierwszym spojrzeniu i uścisku dłoni, określić jej charakter, pochodzenie i ewentualne zamiary. Bardzo łatwo zawierał znajomości, dzięki pamięci do dat, ulubionych kolorów, aspiracji, czy gustów osób z którymi się zadawał. Dał się poznać także jako utalentowany mechanik, potrafiący rozłożyć i złożyć sprzęt do trójwymiarowego manewru w warunkach polowych. Jedna z plotek mówi, że dokonał tego naprawiając sprzęt swojej partnerki w trakcie treningu, w locie. Sam Wilson słysząc te pogłoski kręcił głową i z uśmieszkiem na ustach mówił: "-Wszędzie idioci...". Jeśli chodzi o umiejętności związane bezpośrednio z walką, nie ma problemów z zabiciem Tytana w walce, mając na koncie już kilka tych bestii, jednakże zazwyczaj pozostawia tę robotę innym, bardziej do tego predysponowanym członkom oddziału. W walce wręcz nie ma problemu z wyłamaniem komuś ręki, czy przetrąceniem karku, co czyniło go prawie idealnym kandydatem Żandarmerii, bądź Oddziału Stacjonarnego, jednak jego obycie z bronią palną sprowadza się do pociągnięcia za spust: "-Przecież zawsze w coś się trafi.". Orientacja przestrzenna umożliwia mu sprawne wycofanie się z pola bitwy, bądź wykonanie jakiegoś manewru oskrzydlającego. Jak wielokrotnie mówił pukając się palcem w czoło: "-Wszystkiego dorobiłem się pracując tym, a nie nogami."

Wygląd: Przedstawiciel ostatnio wracającego trendu na noszenie brody, zrezygnował z niej mówiąc "-Gdybym potrzebował przenośnego magazynu jedzenia, wziąłbym plecak." , pozostawiając sobie kilkudniowy zarost, okalający z lekka trójkątny zarys jego szczęki, podbródek i okolice ust. Włosy o ciemno-miedzianej barwie przycina dopiero, gdy grzywka przesłania mu pole widzenia, one same zaś mają niechlubny zwyczaj życia własnym życiem i nie poddawaniu się bardziej zaawansowanym sprzętom pielęgnacyjnym np. grzebieniom, którym wypowiedziały otwartą wojnę. Jeżeli oczy są zwierciadłem duszy, to jego duch musiał się już dawno ewakuować, pozostawiając szarą plamę otaczającą nieskończony ciemny tunel. Ubiera się w standardowy mundur, jedynymi rzeczami które się wyróżniają są gogle na brązowym skórzanym pasku, które zawsze nosi na szyi, skórzane rękawice z przytroczonymi metalowymi karwaszami, co niejednokrotnie uratowało jego przedramiona przed złamaniem w przypadku nieprzewidzianego lądowania. Mierzący 182 cm, wiecznie niezadowolony ze swojego wzrostu jest za niski by zadawać się z wysokimi, i za wysoki by trzymać się z niskimi. Przy wadze 76 kilogramów, jest typowym przedstawicielem płci męskiej.

Charakter:Wilson Speke to pokrętne połączenie ekstrawertyka z introwertykiem, dzięki swojej zdolności do rozpracowywania charakterów innych, strasznie łatwo nawiązuje znajomości. Jego duża empatia sprawia, że bez problemu potrafi przyjąć punkt widzenia, czy poglądy drugiej osoby. Jest zręcznym kłamcą, ponieważ potrafi wierzyć w to co czasami opowiada, by wybrnąć z niezręcznej sytuacji. Jego oportunizm, często mylony jest z hipokryzją, on sam zaś korzysta z własnego kompasu moralnego, którego ustawienie zależy od tego z jakiego kubka rano wypił herbatę. Jest cyniczny, ocenia ludzi z góry, traktując ich jako przeszkodę do zdobycia informacji, bądź zagadkę do rozwiązania. Łowca, który czyha na moment osłabienia psychicznego swojej ofiary, by mógł ją podejść i "zaprzyjaźnić" się. Rozwiązywanie problemów innych ludzi jest jego ulubionym zajęciem, gdyż odwraca to uwagę od jego własnych problemów, które zazwyczaj rozwiązuje kilkoma butelkami czegoś mocniejszego. Wiele osób uznało go za przyjaciela, choć on sam oficjalnie nie wierzy w to, uważając że każdy prędzej czy później go zostawi, ze względu na jego charakter, który zmusza go do "eksperymentowania" na relacjach, sprawdzając jak daleko może się posunąć zanim pękną. W rzeczywistości ciężko znosi odrzucenie i wciąż szuka akceptacji wśród ludzi.

Historia:

Dzieciństwo i wczesna młodość

Narodzinom Wilsona Burtona nie towarzyszyły ani burza, ani opady śniegu, nawet ptaki nie zgromadziły się na dachu jego rodzinnego domu. Miejsce to można było nazwać domem tylko przy dobrych chęciach. Bliżej niezidentyfikowane siły powstrzymywały tylko tę drewnianą ruderę przed zawaleniem. Pokryty słomą dach miał tendencję do częstego przeciekania, a oknom przydałaby się wizyta u dobrego szklarza. Wilson jako kilkuletnie dziecko uwielbiał bawić się z kotami, których pełno było w tej małej nienazwanej dziurze, leżącej gdzieś w połowie między Murem Maria, a Murem Rose. Ojciec Wilsona w tygodniu pracował w dzielnicy fabrycznej, a matka po tym jak osiągnął wiek odpowiedni do zostawania samemu w domu, opuszczała go na wiele godzin plotkując z sąsiadkami, podając synowi tylko posiłki. Gdy był na tyle dorosły by terminować  u kowala w pobliskim miasteczku, poznał Louisa Perignon. Louis ten, zawsze wyższy o głowę od Wilsona chłopak, z bogatego domu nauczył Wilsona czytać, te śmieszne znaczki, oraz wysławiać się przy pomocy pióra. Interesowały go zawsze książki opowiadające o dokonaniach Armii, w walce z tytanami. Praca u kowala ukazała jego umiejętność dochodzenia do sedna problemu, gdy chodziło o naprawienie ośki w wozie, czy podkucie konia. Sprawiło to, że kilka lat później zatrudnił się w dzielnicy fabrycznej w kopalni gazu, gdzie było mnóstwo ciekawych urządzeń, pełnych wszelakich zębatek i przekładni. Tam też dał się poznać jako utalentowany mechanik, miał zawsze sporo pomysłów na usprawnienia, jednakże nie chciało wprowadzać mu się ich w życie, przez co po pewnym czasie wylatywały mu z głowy, a wszystko zachowywało status quo. Gdy w roku 845 Mur Maria upadł, uciekli za Mur Rose, do Trostu. Ich warunki życiowe nie pogorszyły się, gdy spędzali czas w części wyznaczonej dla uchodźców, jednakże zbytniej poprawy też nie było. Później jego ojciec zachorował i tak Wilson został jedynym żywicielem rodziny. Armia zaoferowała mu pracę przy konserwacji wozów i armat znajdujących się na murze, za niemałe pieniądze, które mogłyby pozwolić jego rodzinie na przeżycie. Jednakże matka była temu stanowczo przeciwna, nie mogąc zaakceptować logicznego tłumaczenia jej syna, który uważał że lepsza okazja w życiu mu się nie trafi. Próbowała wszystkiego, łącznie z okładaniem go pięściami. Gdy to nie przekonało go do zmiany zdania, pełna złości zaczęła wykrzykiwać jak to żałuje, że go urodziła i wręcz życzy mu powolnej, bolesnej śmierci w objęciach tytana. Wilson uległ, zrezygnował z pracy dla Armii, zamiast tego zaciągając się. Przyjął nazwisko bohatera jednej z książek, które czytał w dzieciństwie, a brzmiało ono "Speke". Tak oto umarł Wilson Burton, a zrodził się Wilson Speke, który mógłby przysiąc, że krzyki i złorzeczenie matki towarzyszyło mu przez całą drogę do centrum rekrutacyjnego.

846 Ośrodek szkoleniowy

Słońce było w zenicie i skutecznie oślepiało wszystkich zgromadzonych na pokrytym piachem placu szkoleniowym. Wilson mógłby się w tej chwili założyć, że łysa glaca sierżanta bardzo pomagała w tym niecnym celu, jakim było wypalenie oczu wszystkim rekrutom i gdyby założył na nią kapelusz, to mógłby być to całkiem przyjemny dzień. Jednakże pan Glaca nie miał zamiaru zakładać kapelusza, ani wydać rozkazu rozejścia się i zakończenia tej męki. Przechadzał się on wzdłuż ośmio szeregowego prostokąta, w którym stało w postawie zasadniczej sto pięć osób tworzących sto piąty oddział rekrutów, pytając co i rusz o imię i powód wstąpienia do Armii. Speke zauważył, że pomijał ludzi, którzy wyglądali jakby zaraz mieli się rzucić na pierwszego lepszego tytana z czymkolwiek co im wpadnie w ręce i zejściu w próbie zatłuczenia go na śmierć. On nie należał do tych ludzi. Wiatr powoli nanosił coraz grubszą warstwę piachu na rano wypastowane nowiutkie buty pobrane wprost z magazynu. Nie wiedział czy te buty były faktycznie nowe, czy może zostały zdarte ze zwłok martwego żołnierza i zrecyklingowane. Sierżant Glaca w końcu dotarł do szóstego szeregu gdzie stał Speke, omijając jego przyjaciela z dzieciństwa Louisa Perignon, który w ataku na Shigashinę sześć lat temu stracił rodziców i siostrę. Siostra jego należała do oddziału zwiadowców, tego feralnego dnia rodzice wyruszyli z Trostu do Shigashiny, w celu powitania jej po pięćdziesiątej szóstej wyprawie za mur, pozostawiając chorego Louisa pod opieką babci. Chęć zemsty sprawiła, że wyzdrowiał strasznie szybko i jak tylko osiągnął wymagany wiek, wstąpił wraz z Wilsonem do Armii. Sierżant spojrzał prosto w oczy Wilsona:
-Jak się nazywacie rekrucie!? - wykrzyczał mu prosto w twarz.
-Wilson Speke – odparł spokojnie.
-Wilson Speke, co?! - darł się.
-Wilson Speke, sir? - zapytał niepewnie.
Wytrzeszczył oczy w niedowierzaniu, po czym kontynuował swoją tyradę:
-Co wy w ogóle tu robicie, skoro nie znacie takich podstawowych pojęć?!
Po kilku godzinach stania w bezruchu, przy oślepiającym słońcu, Wilsonowi zaczęła podobać się rozmowa i postanowił pobawić się z Panem Glacą jeszcze chwilkę:
-Nie wiem, sir!
Adwersarzowi zaczęła drgać górna warga, odsłaniając po trochu garnitur jego uzębienia.
-Nie wiecie?
-Tak, sir!
-Tak, co? - zapytał najwyraźniej zbity z tropu sierżant.
-Nie wiem dlaczego wstąpiłem do armii, sir!
W sumie jest to całkiem dobre pytanie. Po cholerę się tu pchałem? Nie mam na pieńku z tytanami. Potrafię nieźle kombinować przy maszynach, mógłbym pracować w dzielnicy fabrycznej, spotkać kobietę, spłodzić z nią dzieci i żyć na przyzwoitym poziomie, dopóki Mur by nie upadł. Jednak najpewniej zszedłbym z powodu powtarzalności pracy. Czyżbym zrobił to dla Louisa? Nieeee. Wychodzi na to, że zrobiłem to z nudów. Jeśli powiem, że dokonałem tego ponieważ nie miałem nic lepszego do roboty, z pewnością rozmowa się skończy, a jeszcze nie odpłaciłem mu, za te ostatnie kilka godzin. W takim razie...
-A dlaczego pan to zrobił, sir?! - wykrzyczał.
-Ja? Żeby chronić ludzi przed tytanami.
-Więc to także mój powód, sir!
-Jesteście najbardziej aroganckim rekrutem, jakiego miałem!
-Dziękuję, sir - odpowiedział grzecznie.
Twarz sierżanta zapłonęła wewnętrznym światłem, gdy krew napływała do niej coraz szybciej. I w ten oto sposób przez chwilę scenę oświetlały dwa różne źródła światła.
-To nie był komplement! - wydarł się tak głośno, że zapewne usłyszały go tytany gdzieś za Murem.
Czas go nieco uspokoić.
-Poza tym chcę się sprawdzić, sir!
Nagle pozostało tylko słońce.
-Więc mówicie, ze chcecie się sprawdzić, Speke. W takim razie po zakończeniu apelu dwieście okrążeń wokół jednostki.
Kurwa.
W głębi serca wiedział, że tego starcia i tak nie mógł wygrać. Sierżant ruszył dalej, podczas gdy Wilson zamknął oczy i patrzył w górę, rozkoszując się fotonami rozbijającymi się o jego skórę. Było tak przyjemnie, że mógłby zasnąć, gdyby nie pewien mały szczególik.
-Pamiętacie co mówiłem o Speke'u?! Oświadczam młoda damo, że właśnie go przebiłaś! Czterysta okrążeń! - dobiegł go słodki głos Łysego. Speke obrócił się w lewo i zobaczył ją. Niewysoka, szczupła, mogłaby spokojnie zniknąć w tłumie, gdyby nie jej długie czerwone, proste włosy sięgające do połowy pleców, oraz sardoniczny uśmiech przyklejony do twarzy. Nie była szczególnie ładna, ale też nie była odstraszająco brzydka, pewnie ktoś kiedyś mógłby się nią zainteresować, ale był pewien, że to na pewno nie będzie on.
Kiepski byłby z niego jasnowidz.

848 Ośrodek szkoleniowy

Zapadali się biegnąc w błocie, które po porannej ulewie zalegało na terenie jednostki. Przeklinając w duchu tego, który wpadł na pomysł by ich mundury były białe, Speke kontynuował wątek.
- Gdyby zrobić szynę dla soczewek wewnątrz jednego z okularów, mogłaby powstać lunetka. Co prawda o lipnym przybliżeniu, ale mogłabyś patrzeć znacznie dalej.
-I po co coś takiego?
-Dobre pytanie. Można by było oceniać zagrożenie ze znacznie większej odległości.
-A pomyślałeś w co w trakcie walki? Miałabym wyłączone prawe oko, i nie mogłabym dobrze ocenić dystansu.
-Hmm, zapomnij. To tylko taka luźna propozycja.
-Wiem, jesteś zbyt leniwy by zrobić cokolwiek – pokazała mu język. Po czym przyspieszyła znacznie. W przeciągu ostatnich dwóch lat zrobili razem już ponad kilka tysięcy okrążeń, całkiem się ze sobą zżywając. Całe szczęście kondycja Wilsona poprawiła się znacznie, inaczej nigdy by nie dogonił towarzyszki niedoli. Przyspieszył zapominając kompletnie o poprzedniej rozmowie, czy wynalazku, tak jak w przeszłości zapominał o wielu innych rzeczach, które wymyślił, nie zapisując nigdzie nic „Najlepszą przechowalnią jest głowa” powtarzał wielokrotnie by nazajutrz zapomnieć kompletnie czego dotyczyło zagadnienie. Zrównali się i w ciszy przebiegli kilka kółek.
-Kiedy mi to powiesz? - wypaliła nagle.
Uśmiechnął się półgębkiem.
-Co ci powiem? - zapytał udając naiwnego.
-Nnno wwiesz... - zaczerwieniła się.
-To byłoby skrajnie nieprofesjonalne zachowanie. Już ci to tłumaczyłem. Gdyby ktokolwiek się dowiedział, mogłabyś zapomnieć o wspólnych przydziałach, a to i tak zakładając że by nas nie wydalili.
-Ale wtedy moglibyśmy...
-Nie – rzucił szybko.
-Nie chciałbyś?
Gdyby był pewny, że nikt ich nie obserwuje zatrzymałby się. Jednakże nie mógł mieć takiej pewności, dlatego biegł dalej
-Oczywiście, że bym chciał. Ale pamiętaj w armii obowiązują pewne zasady, których dwójka kadetów raczej nie powinna łamać.
-I kto to mówi? - przyspieszyła.
Znowu biegli w ciszy kilkanaście okrążeń. Myślał, że ma żelazną wolę, jednak każdy Mur ma jakąś wadę, a w jego murze była to Ona.
-Mamy dzisiaj przepustki. Co Ty na to?
Rozpromieniła się, posyłając mu spojrzenie po którym przez długi czas jego cynizm znikał. Jednak by nie stracić animuszu rzucił szybko:
-Tylko pamiętaj. Glaca ma oczy dookoła głowy.

850 Bitwa o Trost

Wyciągarka pracowała na pełnych obrotach, gdy przemierzał miasto. Jako kadet miał za zadanie wesprzeć oddział stacjonarny przy ewakuacji cywilów z dystryktu Trost. Nagle jego uwagę przyciągnął dźwięk, powtarzający się cyklicznie co parę sekund. Metalowe brzęknięcia dochodzące gdzieś z okolic jego bioder. Taa. Widzę znowu trzeba będzie wymienić zębatki. Już czwarty raz w tym miesiącu... Nowego oczywiście mi nie wydadzą. No chyba, że ktoś zginie przez niesprawny silnik. Tylko czemu to mam być ja? Z rozmyślań wyrwało go klepnięcie w tył głowy i podmuch gdy po jego prawej stronie przemknęło rudowłose 40 kilogramów sarkazmu i wredoty, znane jako Aileen Raven.
- Speeeeekuś, nie guzdraj się tak. Mamy robotę do wykonania.
Jej sprzęt przynajmniej był sprawny.
- Znowu coś stuka w moim osprzęcie, nie chcę go przeciążyć! - krzyknął.
Zielone oczy, przykryte warstwą gogli spojrzały na niego:
- Tłumacz się tłumacz. Po prostu przyznaj, że nie potrafisz mnie złapać. Choć to dziwne, bo w nocy nie miałeś z tym większych problemów. - piegowata twarz pokazała mu język.
- Jak zginę, to znajdę Cię i zabiję! - obiecał jej po czym przyspieszył.


~*~

Rozejrzał się wokół. Aileen cały czas zajmowała wygodną pozycję na szpicy, Louis leciał na jego lewym skrzydle nieco z tylu, zaś Martin, którego nazwiska nie był w stanie zapamiętać, domykał tę krzywą deltę. Nagle usłyszeli krzyki wielu przerażonych gardeł gdzieś z przodu i po prawej.
-45 stopni w prawo! - krzyknął tak by oddział mógł go usłyszeć.
Po przebyciu kilkudziesięciu metrów z pomiędzy budynków wyłoniła się sylwetka siedmiometrowca. Miał gigantyczną głowę pozbawioną włosów i uśmiech od ucha do ucha, jaki często towarzyszy ofiarom narkotyków. Nie prezentował się w pełnej okazałości, gdyż pochylony jedną ręką gmerał w budynku. Krzyki przerażenia dobiegały do nich, gdy powoli przybliżali się do tego wynaturzenia. To chyba była szkoła. Wyprostował prawą dłoń wydając tym samym rozkaz zatrzymania się. Wszyscy wylądowali na dachu z którego mieli świetny widok na placyk, po którym grasował tytan. Wszyscy spoglądali na niego. Martin nawet puścił pawia.
-Wybacz Wilson, chyba nie dam rady – powiedział gdy otarł swoje usta z resztek wymiocin i zaczerpnął powietrza.
Podszedł do niego i położył dłoń na jego ramieniu.
-Słuchaj, masz gwarantowaną szóstą lokatę na szkoleniu. W naszym oddziale jesteś zaraz za Aileen – po usłyszeniu swojego imienia uśmiechnęła się promiennie w stronę Martina. - Dasz radę. Wierzę w Ciebie. Po prostu pomyśl, że to szkolenie – kontynuował – manewrujesz najlepiej z nas wszystkich i nie brak ci krzepy w łapach. Jestem pewien, że ten tam kołek nawet nie będzie wiedział co go trafiło gdy z nim skończymy.
-Wiesz co? Masz rację! - roześmiał się – A potem najebiemy się na jego zwłokach! - krzyknął po czym ruszył w stronę tytana. Reszta oddziału podążyła za nim, czerpiąc energię z jego zdecydowania. Martin wystrzelił hak i ruszył wprost na głowę stwora. Po chwili rozległ się potężny trzask i upadla na ziemię, wraz z górną częścią ciała Martina, podczas gdy jego nogi znajdowały się zapewne w połowie drogi do brzucha bestii.
-Kurwa! Nie pisałem się na coś takiego! - krzyknął Louis i zawrócił w stronę kwatery głównej tak szybko, że Wilson nie zdążył nawet otworzyć ust.
-Więc zostaliśmy we dwoje? - zapytała Aileen.
-Jak zawsze – uśmiechnął się do niej.
W powietrzu wciąż unosił się kwaśny zapach moczu...
Nie było czasu by opłakiwać Martina. Trzeba się było upewnić, że jego poświęcenie nie poszło na marne. Wystrzelili na wroga na pełnych obrotach, próbując odwrócić jego uwagę, tak żeby drugie mogło zadać ten śmiertelny cios. Na polu bitwy idealnie się rozumieli osiągając bardzo dobre rezultaty w ćwiczeniach drużynowych. Ktoś kiedyś powiedział o nich "-Jeden umysł w dwóch ciałach.", traktowali to jako komplement. Tak było i tym razem. Speke wbił hak w ramię stwora i rozpędził się. Stwór próbował złapać go. Wilson podkręcił obroty i zdążył wyrwać hak z cielska stwora, chwilę zanim ten uderzył się drugą ręką w miejsce w którym przed chwilą się znajdował. Przebiegł kilka kroków i zaczepił się o oko stwora. W międzyczasie Aileen zrobiła podobny manewr z drugiej strony, orbitując tak wokół jego głowy zadała śmiertelny cios w kark. Wystrzeliła w pobliski budynek. Następnie rozległ się potężny huk, a zakrwawiona towarzyszka uderzyła z całym impetem w ścianę budynku, obracając się z wolna na wiszącej lince . Speke jak najszybciej ruszył w tamto miejsce, kompletnie ignorując wiwatujących cywilów uciekających w stronę bramy. Wylądował koło niej i trzymając w ramionach ukląkł na bruku. Oficjalną przyczyną śmierci podaną w raporcie była nieszczelność butli, która nie wytrzymała gwałtownej dekompresji gazu co spowodowało uszkodzenie wyciągarki.
-Nie! - zawył niczym wilk w stronę księżyca.
Po chwili wyczuł ruch, jej ręka dotknęła jego policzka.
-Spe... Spe.. kuś – miała trudności z mówieniem – Powiem Żniwiarzowi... by wpadł... jak najszybciej...
I w ten sposób odeszła Aileen Raven, zabierając ze sobą jego chęć do życia.

Jakiś czas potem

Koniec końców ukończył szkolenie z ósmą lokatą, co dało mu możliwość wstąpienia do Żandarmerii. To było jej marzenie. Żyć z nim w stolicy, chroniąc ludzi. Jednak Żandarmeria nie była taka jaką sobie wyobrażali. Siedlisko żmij i źródło korupcji. W swoim aktualnym stanie psychicznym Wilson wpasował się tam idealnie wraz ze swoim alkoholizmem. Zmierzał właśnie do jadalni w celu pobrania porannej porcji etanolu, gdy nagle wpadł na niego.
-Speke? Ty też wstąpiłeś do Żandarmerii. Ale zajebiście.
Spojrzał w brązowe oczy Louisa.
-Louis. Przeżyłeś. - wycharczał.
-Tak stary. A gdzie Aileen? Jest tu gdzieś z Tobą? Czemu walisz tak wódą? Problemy w raju?
-Ona nie żyje – odpowiedział powoli, rozkoszując się zmianą wyrazu twarzy rozmówcy z radości w niedowierzanie.
-Mówiłem, że atakowanie tego tytana nie ma...
-Nie tytan ją zabił – urwał mu w pół zdania – tylko awaria butli z gazem. Może wiesz coś o tym? W końcu ty byłeś odpowiedzialny za nasz sprzęt tamtego dnia.
Uśmiech zniknął do końca z twarzy Louisa, ustępując miejsca przerażeniu.
-O czym ty mówisz do cholery? Jak niby mógłbym uszkodzić reduktor w butli?
Speke uśmiechnął się, co przy jego posępnym obliczu wyglądało dość upiornie. Louis się cofnął.
-Nie powiedziałem, że miała uszkodzony reduktor.
-Czytałem raport!
-Przed chwilą nawet nie wiedziałeś, że ona zginęła.
Louis uświadomił sobie jaki błąd popełnił i przeszedł do defensywy.
-Nie chciałem jej zabić. Chciałem tylko ją oddzielić od Ciebie na jakiś czas. Nie jesteś sobą.
-Od kiedy ją zabiłeś.
-Idź wytrzeźwieć, wtedy pogadamy jak mężczyźni.
-Ja przynajmniej nie posikałem się na widok tytana.
Blondyn wykonał zamach, jednak Wilson był na to przygotowany, pochylił się, a następnie z wyciągniętymi rękoma rzucił się do przodu, otwierając drzwi do jadalni jego "przyjacielem", przyciągając uwagę zgromadzonych. Pozbierali się z podłogi i stanęli twarzą w twarz.
-Przyjacielu, nie chcę Ci zrobić krzywdy. Nie jesteś w pełni świadomy tego co robisz! - krzyczał próbując odwieść Speke'a od tego co sobie zaplanował.
-Mój przyjaciel wypłynął z ciebie wtedy wraz z twoimi szczynami – powiedział kopiąc go w goleń. Louis zachwiał się, ale utrzymał równowagę. Wykonał szybką kontrę prawym prostym, Wilson uchylił się, po czym złapał jego wyprostowane ramię w nadgarstku, drugą rękę wkładając pod jego łokieć jednocześnie pchając do góry. Rozległ się trzask łamanej kości i wycie Żandarma.
Nie ustępował, wyprowadził cios kolanem w jego podbródek, a gdy leżał na ziemi, usiadł na jego klatce piersiowej i bił go po twarzy.
-Nniie, proszę...
I bił go po twarzy.
-Will...
Bił go po twarzy
Nagle poczuł parę silnych rąk odciągających go od jego ex-przyjaciela. Który zwijał się jeszcze z bólu na podłodze.
-Wybacz mi, ale chciałem cię zabić – roześmiał się.
I śmiał.
I śmiał.
I śmiał.

58 wyprawa za mur

Wilson obudził się w swoim luksusowym apartamencie. Dwa na dwa metry, deska przytroczona łańcuchami do ściany i otwór w kącie służący za toaletę. Mieszkał już tu drugi miesiąc, z pozostałych pięćdziesięciu ośmiu. Karę śmierci zamieniono na sześć lat więzienia, po tym jak ofiara ataku przyznała się do dokonania sabotażu sprzętu Aileen Raven, a sam Speke został uznany jako "Czasowo niepoczytalny, ze względu na stres pourazowy.". Sam czuł się już nieco lepiej, wróciło czarne poczucie humoru jednak ból dalej pozostał. Jedyną pamiątką jaka mu po niej została, była para gogli, które kupił jej trzy miesiące wcześniej na urodziny. Dla postronnego obserwatora, była to zwykła para szkła na skórzanym pasku. Były to jednak JEJ gogle, i tylko to się liczyło. Nagle usłyszał ruch za drzwiami. Otworzyły się z hukiem, wpuszczając światło z korytarza. Człowiek z herbem jednorożca wszedł do środka.
-Zbieraj się Speke.
-Jednak postanowili mnie powiesić?
-Hah. Bynajmniej – roześmiał się żandarm.-Liczą chyba, że w  akcie desperacji rzucisz się z Muru. Czy coś. Wszyscy wiemy, że ten stres pourazowy  to tylko ściema i zrobiłeś to, by uniknąć kata.
Wilson uśmiechnął się półgębkiem
–Co teraz? - zapytał.
-Zostałeś przeniesiony do Oddziału Stacjonarnego. Proszę za mną.
-Człowieku, jeżeli tam będzie wódka to pójdę z tobą nawet za Mur...

Ciekawostki:
*Uwielbia koty za ich niezależność i umiejętność nie przywiązywania się.
*Jego alkoholizm jest tylko na pokaz, jeśli nie chce to nie pije, nie tracąc przy tym koncentracji etc.
*Nienawidzi tłumaczenia się i ludzi tępych, tak samo jak mówienia o sprawach oczywistych.
*Gdyby miał być warzywem, byłby to ziemniak, bo z niego robi sie wódkę.
*Ulubione kolory: Czarny i Niebieski.

To wszystko. Mam nadzieję, że nie zniszczyłem nikomu oczu i moja karta zostanie zaakceptowana. Jakby historia czy coś było za krótkie to poprawię. Dzięki za przeczytanie moich wypocin. Avatara skrobnę jak w weekend wrócę do domu, bo tutaj nie mam tabletu. Jak będzie trzeba to znajdę tymczasowy jakiś Smile


Ostatnio zmieniony przez Wilson Speke dnia Wto Paź 08, 2013 5:16 pm, w całości zmieniany 5 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Garey
Zwiadowca/Admin
Zwiadowca/Admin
avatar

Godność : Garey Eberl
Wiek : 19
Płeć : Male
Orientacja : ... ummm... tak
Data przyłączenia : 17/09/2013
Liczba postów : 44

PisanieTemat: Re: Wilson Speke   Pon Paź 07, 2013 11:03 am

No nie wiem czy to tak ładnie jest kraść cudze pomysły i do tego modyfikować fabułę bez porozumienia z administratorem.
Chodzi mi tu dokładnie o fragment historii określony jako "848 Ośrodek szkoleniowy". Nie tyle cały sposób przerobienia sprzętu do 3DMG, powiedzmy po chamsku, ukradłeś od osób, które opracowywały go dla samych siebie na CB, co jeszcze umieściłeś to w takim momencie, że przeczy to ogólnej logice.
W 850 Annie wybiła dużą część zwiadowców robiąc z nich tzw. jojo, a według tego co "wymyśliłeś" coś takiego nie powinno mieć miejsca, bo sprzęt pozwalał na uniknięcie takiej sytuacji. To, że na forum nie zezwalam na granie postaciami kanonicznymi, czyli tymi, które występowały w serii, nie oznacza, że nie mamy się tu trzymać fabuły. Skoro trójwymiarowy manewr został skonstruowany tak, jak został przeze mnie opisany z temacie Sprzęt musimy się tego trzymać.
Widziałam tu też kilka innych motywów, które zostały podpieprzone graczom, których nie chce mi się już wymieniać. Nie wiem czy istnieje coś, czego nienawidziłabym bardziej niż plagiatu.
Poza tym robić z postaci OP. Może to skutecznie ukrywasz pomiędzy zdaniami historii i innych opisów, w których lejesz wodę jak z kranu przy maksymalnym ciśnieniu, ale coś mi się wydaje, że gdy tylko wypuszczę cię do fabuły staniesz się nie do pokonania... taki człowiek siłą dorównujący tytanowi-kolosowi.

To tyle ode mnie... Pozdrowionka.
Akcepta nie ma, dopóki nie poprawisz karty myśląc samodzielnie.

_________________

It's like a fire 'cause when I start it
I can't control it and I burn myself


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://shingekinokyojin.forumpolish.com
Wilson
Straż Muru
Straż Muru
avatar

Godność : Wilson Speke
Wiek : 21
Płeć : Male
Orientacja : Heteryk
Data przyłączenia : 06/10/2013
Liczba postów : 13

PisanieTemat: Re: Wilson Speke   Pon Paź 07, 2013 3:37 pm

Jeżeli wykażesz miejsca, w których cokolwiek splagiatowałem, to zapraszam. Przed pisaniem nie miałem nawet czasu by zajrzeć do kart innych graczy, niektóre motywy pewnie są tu oklepywane do bólu, ale to nie moja wina, miałem taki a nie inny pomysł na postać, który urodził się dość szybko.

Co do sprzętu do Manewru. Jak to zostało przez Ciebie przepięknie ujęte:

Cytat :
W 850 Annie wybiła dużą część zwiadowców robiąc z nich tzw. jojo, a według tego co "wymyśliłeś" coś takiego nie powinno mieć miejsca, bo sprzęt pozwalał na uniknięcie takiej sytuacji.
znów wątpię, żebym faktycznie był pierwszą osobą która na to wpadła, po prostu uznałem, że moja postać jako mechanik mogłaby wpaść na coś takiego, poza tym to była pierwsza myśl po przeczytaniu chapteru mangi w którym Annie zabawiała się ze Zwiadowcami ( Na podobny pomysł wpadło wtedy pewnie kilkanaście tysięcy innych osób...), jednakże znów wskaż proszę moment w którym "wprowadziłem" to po chamsku do fabuły, czy wspomniałem gdzieś że ten sprzęt wszedł do powszechnego użytku? Czy wspomniałem, że mój bohater ordynarnie i barbarzyńsko dokonał sam modyfikacji? Poza tym, cały sens tamtego dialogu miał na celu pokazanie tego, że ludzie ciężko zmieniają doktrynę wojenną i są dość konserwatywni nie dopuszczając ad hoc innowacji, zwróć uwagę na proces wypierania pancerników przez lotniskowce, którym dwie wojny i prawie czterdzieści lat zajęło przejście z pozycji "wsparcia" floty liniowej do głównych sił.

Cytat :
-No nic. Gdyby to co proponujesz było możliwe, to już dawno by weszło do użytku – uśmiechnęła się.
-Niekoniecznie. Może taki projekt już dawno powstał, ale zbyt mocno zatrząsł światopoglądem tych odpowiedzialnych za wdrażanie nowego sprzętu i został wrzucony gdzieś do szuflady, czekając na kogoś inteligentnego, kto go wprowadzi?
Co do robienia z postaci OP. Załóżmy, że jest to papierowe RPG, w świecie SnK. Twoją postać mogłyby opisywać następujące współczynniki:

Walka wręcz
Trójwymiarowy manewr
Broń palna
Broń biała

Są to chyba główne umiejętności wszystkich żołnierzy szkolonych w czasie kursu. Teraz załóżmy, że przyjmują one wartości od 1 do 10, gdzie bazową jest 5, co oznacza przeciętnego kadeta po kursie. Ale przyznajemy, że kiepsko grać takim lemingiem dlatego dostajemy do rozdysponowania 5 punktów, które możemy dowolnie dodawać i odejmować, możliwe jest także odjęcie 4 punktów od dowolnej umiejętności i przyznanie jej do innej, zupełna dowolność. Ja zamiast zastanawiać się, co warto poświęcić by zwiększyć coś innego, dodałem do każdej umiejętności po punkcie, oprócz 3DM do którego dodałem 2. Otrzymując w ten sposób postać nieco lepszą od przeciętnego kadeta, która przy sprzyjających warunkach potrafi zadać Tytanowi śmiertelny cios, przy okazji wiedząc co może a czego nie może dokonać wykorzystując sprzęt do Manewru. Przy założeniu, że muszkiety mają zasięg 100 metrów, jest w stanie trafić nieruchomy cel  wielkości człowieka z około 40 metrów i ruchomy z 5. (To nie jest żaden wyczyn.). Jeśli chodzi o walkę wręcz, potrafiłby rozbroić pierwszego lepszego rabusia na ulicy, ale w walce jeden na jeden z kimś kto przeszedł to samo szkolenie miałby już poważny problem. Co do ukrywania OP w historii, zakładam że chodzi Ci o fragment, w którym walczył z Louisem w kantynie. Rozważmy tę scenę w następujący sposób:
Na przeciwko siebie, stanęło dwóch ludzi w mundurach. Rozmawiają. W pewnym momencie ten, który stoi bliżej drzwi, zaczyna się denerwować, przestępuje z nogi na nogę, co biorąc pod uwagę ilość wypitego alkoholu sprawia, że ma problem z rozłożeniem ciężaru ciała. Drugi z kolei, zapuszczony, niższy od niego prawie o głowę stoi w miarę pewnie na nogach, jest cały spięty, gotowy do walki. Nagle ten pierwszy wykonuje cios, którego ten drugi się spodziewał. Plotka mówi, że trenowali razem walkę wręcz przez kilka ostatnich lat. Nagle drugi wywraca pierwszego, niefortunnie wpychając go do kantyny wraz z drzwiami, tamten nie ma siły się podnieść, gdy lądują na nim kolejne ciosy. Walka jest skończona
Podsumowując, Wilson wygrał tylko dlatego, że:
a. Działał z zaskoczenia.
b. Był bardziej trzeźwy niż jego przeciwnik.
c. Wykorzystał otoczenie.
d. Z powodu wspólnych treningów i faktu, że znali się od dzieciństwa wiedział mniej więcej czego się po nim spodziewać.

Przyznasz chyba, że przy takich okolicznościach każdy przeciętny zjadać chleba mógłby wygrać taką walkę?
Jeśli chodzi o pozostałe umiejętności, które wymieniłem. Zwróciłaś chyba uwagę, że całość tekstu jest pisana z lekkim przymrużeniem oka. Umiejętność szybkiego przyswajania danych, impulsy nerwowe w neuronach podróżują z prędkościami znacznie szybszymi niż jakikolwiek znany nam sposób przekazywania danych (Oprócz laserów.), więc stwierdzenie
Cytat :
Może tylko USB 3.0 jest nieco szybsze.
nabiera troszkę innego znaczenia, prawda? Jeśli chodzi o zdolności mechaniczne, sprowadzają się one do umiejętności konserwacji i skutecznej (Może jednak nie do końca?), naprawy osprzętu do 3DM i sprawnego myślenia o wszelakich innowacjach, które można by wprowadzić, gdyby tylko chciało mu się je zaprojektować, czy zbudować. Jednym zdaniem "Dobry mechanik/konserwator, który ma kilka pomysłów, ale przegrywa z prokrastynacją."

Kwestia charakteru. Może faktycznie to określenie które rzuciłem jest wałkowane do bólu. Żeby nie przedłużać i tak długiego posta. Miałem na celu stworzenie kogoś w rodzaju dyletanta, który bez problemu potrafi wpasować się w każde otoczenie. Kogoś kto kocha ludzi, potrafi zawsze ich wysłuchać, ale jednocześnie przez to, że srodze zawiódł się na swoim przyjacielu z dzieciństwa, chciałby ich wszystkich (ludzi) pozabijać, jednak wymienione wcześniej cechy mu na to nie pozwalają.
Z jednej strony chciałby być blisko ludzi, czerpiąc siłę z ich bliskości i otwartości, ich radości, z drugiej zaś najchętniej zamknąłby się w pokoju i zachlał w trupa. Konflikt wartości równorzędnych, a on sam nie ma wpływu na to jak dzisiaj będzie postrzegał ludzi. "Czy jako zagadkę wartą rozwiązania, czy może jako obiekty do wyładowania swojego żalu i frustracji." Można by powiedzieć, że bohater cierpi na coś w rodzaju Schizofrenii, jednakże nie tak wygląda patologia tego schorzenia.
I tu dochodzimy do zdolności dedukcji, którą potraktowałem jako umiejętność, a nie jako cechę charakteru, co chyba jest dość logiczne, prawda? Mogłem ją nazwać "dedukcja społeczna", gdyż tak naprawdę o to mi w niej chodziło. Zdolność bohatera, do wychwytywania niuansów w języku, czy przewidywania pewnych trendów w zachowaniach. Ale jak to inaczej nazwać? Jak można nazwać osobę, która po pierwszym Twoim zdaniu, wie już mniej więcej czego się spodziewać? Chyba "uprzedzoną" i to powinienem dopisać.

Reasumując tę długaśną wypowiedź. Jeżeli wskażesz momenty w których dokonałem chamskiego plagiatu biorąc pod uwagę moją obronę, jestem gotów usunąć się stąd (Jeśli będziesz miała mnie dość.), bądź poprawić. Weź też pod uwagę fakt, że są pewne motywy (strata bliskich osób, chęć zemsty etc.), które wynikają z charakterystyki świata w którym piszemy i taki prosty "nie literat", jak ja raczej ich nie przeskoczy .
Dziękuję za uwagę i poświęcony czas. Jak wspominałem jestem skory do współpracy.
Pozdrawiam.


Ostatnio zmieniony przez Wilson Speke dnia Pon Paź 07, 2013 3:53 pm, w całości zmieniany 3 razy (Reason for editing : Ortograf T.T)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
NPC



Data przyłączenia : 22/09/2013
Liczba postów : 31

PisanieTemat: Re: Wilson Speke   Pon Paź 07, 2013 4:00 pm

No to tak. Zacznijmy od tego, że nie zrobiłeś kilu bardzo ważnych rzeczy uznając ten patent za swój:

Po pierwsze.
Nie skonsultowałeś „pomysłu” z administracją
Po drugie
Nie sądzę by tak nagle każdy wpadał na genialny pomysł, co do odczepianych linek
Po trzecie
Nie dostaniesz na to zgody gdyż inna osoba, która to wymyśliła otrzymała już na to pozwolenie.

Po za tym nawet najwybitniejszy MECHANIK prędzej by się zesrał niż naprawił sprzęt do 3DMG w powietrzu a już na pewno nie w ruchu. Nie mam nic do dodania, bo nawet nie widzę sensu by sprawdzać tą kp.

No i na koniec ZWIADOWCY SĄ JUŻ ZABLOKOWANI A OSTATNI SOLT ZAREZERWOWANY proszę wybrać inną grupę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wilson
Straż Muru
Straż Muru
avatar

Godność : Wilson Speke
Wiek : 21
Płeć : Male
Orientacja : Heteryk
Data przyłączenia : 06/10/2013
Liczba postów : 13

PisanieTemat: Re: Wilson Speke   Pon Paź 07, 2013 4:25 pm

No to tak.

Po pierwsze.
Akceptuję tylko posty od Garey, która przeczytała moją kartę postaci i wypowiedziała się merytorycznie, co było przyczyną rozpoczęcia mojego dialogu z Nią.
Po drugie.
Gdzie napisałem, że moja postać wykorzystuje ten sprzęt? Rzuciła tylko luźną propozycję i nigdzie nie napisałem, że ten sprzęt został zaprojektowany na papierze, opatentowany, zbudowany, czy w końcu wykorzystany przez KOGOKOLWIEK, gdybyś przeczytał moją KP wiedziałbyś, że moja postać stwierdziła iż jest to niewykonalne, gdyż biorąc pod uwagę jej wiedzę nie ma na tyle lekkich materiałów by móc przenosić kilka silników, nie tracąc na prędkości, co wyjaśniłem. Poza tym moja postać stwierdziła tylko, że może gdzieś jest sobie taki projekt, ale nie wejdzie do użytku, dopóki nie zmieni się doktryna.
Po trzecie.

Gdzie napisałem, że naprawił ten sprzęt w powietrzu?
Cytat :
(...) potrafiący rozłożyć i złożyć sprzęt do trójwymiarowego manewru w warunkach polowych. Jedna z plotek mówi, że dokonał tego naprawiając sprzęt swojej partnerki w trakcie treningu, w locie.
Po primo.
Poprzez warunki polowe miałem na myśli sytuację, w której jesteśmy z dala od jakiegoś warsztatu ale mamy wystarczająco dużo miejsca by to zrobić. np. Polana w lesie, wóz z zaopatrzeniem.

Po secundo.
Cytat :
Jedna z plotek mówi(...)
Znamy definicję słowa plotka? Chodziło o podkreślenie jego zdolności, które w opinii ludzi umożliwiłyby dokonanie mu tego, co jak wszyscy wiemy jest jednak niemożliwe. Czy gdzieś potwierdziłem, że jednak tego dokonał? Nie wmówisz mi tego, gdyż wiem co napisałem, wybacz.

Pozdrawiam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Garey
Zwiadowca/Admin
Zwiadowca/Admin
avatar

Godność : Garey Eberl
Wiek : 19
Płeć : Male
Orientacja : ... ummm... tak
Data przyłączenia : 17/09/2013
Liczba postów : 44

PisanieTemat: Re: Wilson Speke   Pon Paź 07, 2013 4:36 pm

Nie przeczytałam karty

_________________

It's like a fire 'cause when I start it
I can't control it and I burn myself


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://shingekinokyojin.forumpolish.com
Wilson
Straż Muru
Straż Muru
avatar

Godność : Wilson Speke
Wiek : 21
Płeć : Male
Orientacja : Heteryk
Data przyłączenia : 06/10/2013
Liczba postów : 13

PisanieTemat: Re: Wilson Speke   Pon Paź 07, 2013 4:39 pm

To skąd wiesz, o tym że moja postać wspomniała o tym sprzęcie?
Ale skoro jednak, to widać daremny mój trud, w próbie ocalenia biednego Wilsona.
Powiedzmy, że jestem lekko zawiedziony.
Mógłbym chociaż poznać przyczynę takiego, a nie innego podejścia?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sophie
Prawa ręka Dowódcy Oddziału Stacjonarnego/Admin
Prawa ręka Dowódcy Oddziału Stacjonarnego/Admin
avatar

Godność : Sophie Eberl
Wiek : 19
Płeć : Female
Orientacja : Biseksualna
Data przyłączenia : 17/09/2013
Liczba postów : 46

PisanieTemat: Re: Wilson Speke   Wto Paź 08, 2013 6:52 pm

Nie znalazłam już informacji o ' skradzionym ' pomyśle.
Tak samo to o ' naprawieniu sprzętu w powietrzu ' było tylko zwykłą plotką, no nie?
Podoba mi się Twoja postać bez głowy i ciała ---> dodaj av dla cioci Soph i uzupełnij profil.
Ogólnie jest okey, witamy w Stacjonarce. Będę Cię miała jednak na oku, z powodu podejrzeń mojego braciszka. Jeśli uznam, że Twoja postać jest nie do pokonania, wrócimy do punktu wyjścia.

Sofiasty Akcept
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Wilson Speke   

Powrót do góry Go down
 
Wilson Speke
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Shingeki no Kyojin (Attack on Titan) :: Informacje :: Karty Postaci :: Karty akceptowane-
Skocz do: