IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 William de Lorche

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
William de Lorche

avatar

Data przyłączenia : 10/10/2013
Liczba postów : 1

PisanieTemat: William de Lorche   Czw Paź 10, 2013 7:10 pm

Godność: William de Lorche
Wiek:27
Orientacja:Hetero
Dystrykt:Karanese
Grupa:Cywil
Ranga:
Umiejętności: Jestem świetnym rusznikarzem - wytwarza broń palną. Od dziecka uczony byłem przez ojca rzemiosła, a ojciec zdobył wiedzę swojego ojca i tak dalej. Jest to niesamowicie trudna sztuka, która wymaga pewnej ręki, dlatego też kiedy moi rówieśnicy bawili się w berka ja uczyłem się kuć drobne elementy zamków karabinowych. Gdy zdobywali swoje pierwsze miłości wieku nastoletniego, ja zrobiłem swój pierwszy gładki muszkiet. Gdy oni się żenili i wybierali drogę swojego życia, ja przejąłem ojcowski interes i nauczyłem się gwintować lufy. Nie żebym się skarżył. To całkiem miła i przydatna praca, ale dość zajmująca. Dlatego też wiele muszę sam załatwiać. W razie zranienia żarem czy ostrym narzędziem - potrafię zabezpieczyć ranę. Umiem tez gotować, bo matka zmarła gdy byłem mały. Wydaje mi się że do szczęścia więcej mi nie trzeba.
Wygląd:William nosi czarne włosy zawsze ścięte na krótko, i zaczesane do tyłu by nie przeszkadzały przy pracy. Zarost przycięty do niezbędnego minimum i uformowany według własnej fanaberii. William jest raczej średniej budowy. Mierzy 180 cm i waży 82kg co powoduje że jego sylwetka raczej nie wyróżnia się z tłumu. Mocne ręce wyćwiczone przez ciągłą pracę przy kowadle i w warsztacie pokryte są wszędzie bliznami po oparzeniach, dłonie natomiast mają na sobie ślady dawnych odcisków.
Charakter: Zawsze spokojny i wycofany z życia społecznego. Warsztat to jego małe królestwo. Nie jest wrogo nastawiony do ludzi, ani nie boi się ich. Po prostu nie czuje potrzeby przebywania z ludźmi. Głównie z tego powodu jest raczej oschły. W okolicy uznawany, nie bez przyczyny, za dziwaka. Jest osobą starającą się działać według określonego, z góry sobie narzuconego planu. Wstaje zawsze o tej samej porze, rozpala ogień w warsztacie, zaczyna pracę, po południu je obiad i wraca do pracy. Zawsze o tej samej porze zasypia. W dzień wolny zajmuje się czytaniem. Głównie na temat rusznikarstwa i obróbki metali.
Historia:Dzieciństwo minęło stanowczo zbyt szybko. Tak przynajmniej ktoś mi kiedyś powiedział. Moje skończyło się zanim się jeszcze zaczęło - nie żebym się skarżył. Taka jest po prostu kolej rzeczy i ani nie zamierzam, ani nie jestem w stanie tego zmienić. Ale wracając do dzieciństwa. Wychowałem się w domu należącym od dość dawna do mojej rodziny. Matka umarła dość wcześnie - kiedy miałem 3,5 roku, nie chcę raczej o tym rozmawiać. Moim wychowaniem oraz wykształceniem zajął się ojciec. Postanowił dość szybko, że nauczy mnie swojego fachu. Gdy miałem 6 lat ojciec nakazał mi pomagać mu w warsztacie. Były to głównie małe prace, jak polerowanie, zamiatanie, drobne zakupy. W wieku 7 lat posłał mnie do jakiejś odległej ciotki bym nauczył się czytać i pisać. Przez następne 3 lata nie widziałem go. Ten okres wydaje mi się dziś jednym z ciekawszych w moim życiu. Ciotka była raczej surową kobietą, dlatego też rzadko kiedy miałem czas na widywanie rówieśników, co nie oznacza że nie miałem takiej możliwości. Czytałem za to sporo. Uczyłem się historii, matematyki, czytałem sporo o produkcji broni. Na odchodne dostałem parę ksiąg i wróciłem do ojca.
Wtedy zaczęła się prawdziwa nauka. Za dnia pracowałem w warsztacie z ojcem, wieczorami czytałem książki. Nie miałem czasu na życie jakie toczyli moi rówieśnicy. Gdy miałem 15 lat zrobiłem swój pierwszy pełnoprawny muszkiet. Byłem dumny, nawet bardzo. Rozpadł się przy strzale próbnym. Wiedziałem że muszę dalej pracować.
Wkroczenie w dorosłość było dla mnie dość sporym szokiem. Od pierwszego muszkietu minęły 3 lata. Przez ten czas nauczyłem się całkiem sporo o broni, amunicji, obróbce metali, gwintowaniu luf oraz metalurgii. Wciąż jednak nie byłem gotowy do życia - tak przynajmniej twierdził ojciec. W miesiąc po moich urodzinach ojciec dał mi sakiewkę z pieniędzmi i powiedział: "Synu, powinieneś wyruszyć gdzieś poza nasz dom i dowiedzieć się jak wygląda życie wśród ludzi. O 15.30 masz powóz." To był rozkaz, nie propozycja. Więc ruszyłem i nie bardzo chcę mówić co się działo w czasie tej wyprawy. Starczy jedynie, że wróciłem po 9 miesiącach, chudszy niż wcześniej i raczej zawiedziony ludźmi. Miałem prawie 19 lat.
Niewiele przed moimi 23 urodzinami ojciec zmarł. Nie była to śmierć tragiczna, ani tym bardziej bohaterska. Po prostu któregoś dnia się nie obudził. Taka kolej rzeczy. Odnalazłem w jednej z jego szuflad testament w którym przepisał mi dom, warsztat, dość spory księgozbiór oraz kontrakt na dostarczanie broni dla oddziałów stacjonarnych. Przez następne lata pracowałem dalej nad realizacją zamówień. Starałem się też unowocześnić konstrukcje. Lata mijały i niewiele się zmieniało, może z wyjątkiem plotek o upadku muru.

Ciekawostki:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
William de Lorche
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» william & daniel

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Shingeki no Kyojin (Attack on Titan) :: Informacje :: Karty Postaci-
Skocz do: