IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Ralph

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Ralph
Oddział Specjalny
Oddział Specjalny
avatar

Godność : Raphael (Ralph) Watt
Wiek : 22
Płeć : Male
Orientacja : hetero
Data przyłączenia : 02/10/2013
Liczba postów : 14
Age : 29

PisanieTemat: Ralph   Sro Paź 16, 2013 12:58 am

Godność: Raphael (Ralph) Watt

Wiek: 22

Orientacja: Jest jak najbardziej hetero, nie przepada za związkami jednakowej płci. Jednakże są wyjątki kiedy to zaakceptuje.

Dystrykt: Pochodzi z Trostu gdzie się tam też wychował.

Grupa: Jako mały chłopiec jeszcze poważnie nie rozmyślał by w przyszłości wstąpić do oddziałów jak jego starszy brat. Chciał zostać z rodzicami prowadząc interes piekarniczo-cukierniczy. Ostatecznie na jego decyzję duży wpływ miała śmierć brata.

Ranga: Oddział Specjalny Zwiadowców

Umiejętności:
Posiada wysokie umiejętności bitewne, które są niezbędne w walce z tytanami. Jako jeden z najlepszych doskonale posługuje się sprzętem 3DMG dzięki czemu jest równie skuteczny co zabójczy. W przypadku używania sprzętu do trójwymiarowego manewru świadomy swej wagi wykorzystuje ją jako dodatkowy czynnik napędowy by zwiększyć swą prędkość w powietrzu i jak też siłę cięcia przy mniejszym zużyciu gazu.

Doskonale radzi sobie w walce wręcz jak też w przypadku używania broni niezależnie czy palna czy też biała, przez co trudno znaleźć dla niego godnego przeciwnika.

Jako jeden z bardzo niewielu ludzi ma bardzo wyczulony węch, który mu pozwala wywęszyć już z daleka zagrożenie. Posiada tzw pamięć zapachów, która umożliwia mu na rozpoznawanie poszczególnych woni. Dzięki temu może uprzedzić innych oraz w porę się przygotować do ataku. Nieskuteczne to gdy przeciwnik znajduje się pod wiatr.

Można też powiedzieć, że ma zadatki na stratega patrząc pod kątem jego pomysłowości w wykonywaniu skomplikowanych manewrów w trakcie ataku. W tym wszystkim bardzo mu pomaga wyćwiczone ciało dzięki czemu może wykonać różne akrobacje będące częścią natarcia na wroga.

Jako, że się wychował i dorastał w rodzinie piekarzy-cukierników także też potrafi nieraz upiec różne pieczywa czy też ciasta. O dziwo przed wyruszeniem na wyprawę zawsze znajdzie czas by zrobić bułki, chleb lub inne pieczywo.

Wygląd:
Wysoki i silny chłopak o nieprzesadnej muskulaturze, w której widać lata poświęcenia na treningi.
W cywilu ubiera się w brunatne spodnie, białą koszulę z kołnierzykiem i na nogach nosi skórzane buty na wysokich cholewach. Co do munduru, to nosi to samo co wszyscy z oddziału tylko różnicą jest jego ulubiona koszula i rękawiczki bez palców na dłoniach dzięki czemu zmniejsza się ryzyko dostania odcisków poprzez częste używanie noży.
Jego cera jest lekko opalona co dowodzi iż sporo czasu przebywa na świeżym powietrzu. Głowę chłopaka zdobi ciemnobrązowa czupryna krótkich rozmierzwionych włosów. Jednakże tył jest dłuższy i zawsze wiązany w kucyk. Spod grzywy spoglądają przenikliwe ciemne oczy na smukłej twarzy o prostym nosie i niezbyt cienkich czy grubych wargach. Podbródek zdobi niewielka bródka, która dodaje mu pewnego uroku. Jego czarne brwi są charakterystyczne, bowiem jedna z nich znajdująca się nad prawym okiem wygląda na naciętą co dowodzi tylko iż kiedyś w tym miejscu była rana.

Charakter:
Krótko określając jego charakter można użyć wyrazu: niezrównoważony czy też szalony. Ogólnie brany za osobę, która ma lekceważący stosunek do swego życia. Jednakże przez te słowa nie można powiedzieć, że jest niepoczytalny w tym co robi. Po prostu nie wiadomo do końca jak się zachowa w danym momencie, a jego poczynania są przemyślane czy też improwizowane. Uwielbia ryzykować i czuć tą adrenalinę, to co innego niż gdyby walczył pod wpływem gniewu czy nienawiści jak niektórzy. Tego typu emocjom stara się nie dojść do głosu, bo inaczej człowiek przestaje racjonalnie myśleć przez co bardzo łatwo o błąd, w tym śmierć. Tego typu taktyki psychologicznej nauczył go starszy brat będący już doświadczonym zwiadowcą. „Już lepiej być rozumnym szalonym niż bezmyślną bestią”.

Raczej nie odczuwa tego typu strachu co inni. To bardziej rodzaj obawy przed tym, że może umrzeć nudną śmiercią a tym bardziej ze starości. Nie boi się igrać z losem zapewniając sobie dość niebezpieczną „rozrywkę”.
Wyznaje zasadę: strach jest po to by go zwalczać jak te tytany, które zagrażają życiu ludzkości.

Poza ferworem walki jest zupełnie innym człowiekiem. Wydaje się jakby normalniejszy lub nawet wyprany z emocji, znudzony czy też zamknięty w sobie. Jak wielu doświadczonych żołnierzy wykazuje stoicki spokój, jednakże przy pieczeniu wydaje się weselszy. W trakcie planowania kolejnego ruchu, treningu czy też zapisywania notatek w swoim zeszycie jest raczej skupiony, przez co nie zwraca uwagi na mniej ważnych ludzi czy to co się wokół dzieje. Można sądzić iż błądzi w obłokach.
Jest z pozoru zimnym draniem, jednakże jak się go lepiej pozna to nie wydaje się już taki. Jeśli chce, to potrafi być miły. Lubi czasem rzucać złośliwymi docinkami osobom, które lepiej zna (lubi dokuczać Markusowi). Szanuje jednak kolegów z drużyny jak też bardziej doświadczonych od niego żołnierzy. Można rzec, że w pewnym stopniu jego autorytetem jest ekscentryczny oficer-dowódca Trostu myślący nieszablonowo, którego też podziwia z racji obrony jego rodzinnej dzielnicy przed tytanami.

Historia:
Dzielnica Trost, jedno z brzegowych miast w obrębie muru Rose. Na jednej z wielu ulic znajduje się pewna niezbyt duża piekarnia-cukiernia gdzie ma miejsce początek historii bohatera tego opowiadania. Raphael Watt, jak każdy obywatel zamkniętego świata wiódł spokojne życie bez obaw o Tytanów. W tym wypadku w rodzinnym interesie, gdzie nie trzeba było narzekać na brak pracy. Każdy dzień, o każdej porze był wypełniony zapachami ulatującymi z pieca i komina. Od wczesnego świtu aż do wieczora. Zawsze można było u nich kupić ciepłe bułeczki i inne wypieki. A klientów nigdy nie brakowało. Chłopiec chętnie pomagał rodzicom ucząc się przyszłego rzemiosła, które traktował nie tylko jako obowiązek jak też przyjemność sprawiającej mu radość. W końcu kiedyś przejąłby interes, a niezbędne umiejętności były by mu bardzo przydatne w tym. Poza pracą w rodzinnej piekarni-cukierni spędzał wolny czas na samotnych wędrówkach i zabawie. Ze względu na swój dość nietypowy charakter jakoś ciężko mu było znaleźć kumpli. Jako mały dzieciak nie umiał nigdy usiedzieć na miejscu więcej niż kilka sekund, póki  nie miał czegoś konkretnego do zrobienia. Jak każde dziecko był przepełniony energią. W tym wypadku był z niego niezły rozrabiaka nie bojący się ryzyka złapania za dokonane przewinienie. Często broił na targu zabierając owoce prosto ze straganu czy inne drobiazgi i nigdy nie był złapany, no chyba że sam tego chciał. Robił to bardziej dla sportu, bo lubił jak go gonią. Tak naprawdę to nigdy niczego nie ukradł. Zawsze po gonitwie zwracał zdziwionym właścicielom ich rzeczy w stanie nienaruszonym.
Gdy wracał jego straszy brat-będący członkiem jednego z oddziałów sławnych Zwiadowców, to Ralph nie mógł się doczekać kiedy mógł z nim spędzić w końcu czas. Rodzice zwalniali go wtedy z części obowiązków wiedząc jakie to dla niego było ważne. Bowiem młody podziwiał starszego za to kim został, a szczególnie za odwagę ryzykowania swojego życia na rzecz oddziału. Po prawdzie wszystkie wypady za mur okazywały się fiaskiem, ale brat zawsze wracał i to było najważniejsze. Przy każdych odwiedzinach starszy z braci pokazywał młodszemu na czym polegało bycie Zwiadowcą. W ten sposób Raphael mógł poznać nieco działanie 3DMG, a przynajmniej w teorii. Dowództwo bowiem nie pozwalało na wynoszenie sprzętu poza służbą inaczej by nie mili czym potem walczyć z tytanami. Pierworodny rodziny Watt pokazywał mu też triki w walce wręcz często bawiąc się z nim w zapasy. Młody jeszcze nie marzył poważnie by robić to co brat, ale nie przepuszczał okazji by coś nowego dowiedzieć się od niego. Zawsze go o coś wypytywał, jak każde dziecko był chłonny na nową wiedzę i zadawał dużo pytań. W końcu zdarzyło się coś co zaważyło na późniejszym postanowieniu chłopca. Pewnego dnia po kolejnej pechowej wyprawie brata już nie było pośród ocalałych jak też rannych. Zginął jak każdy w walce z tytanami. Jedynie co po nim zostało to kawałek munduru, który rodzice zatrzymali na pamiątkę starszego syna. Ralph był załamany z początku, ale nie mógł od tak tego zostawić. Wiedząc jakie to było ważne dla starszego, chłopiec podjął ważną decyzję odsuwając na bok niektóre emocje.

Parę lat po śmierci bliskiej mu osoby jakim był starszy z rodzeństwa, będąc w odpowiednim wieku wstąpił do ośrodka szkoleniowego. Dzięki wiedzy zdobytej od brata spodziewał się tego co go czeka i jak to będzie wyglądać. Był tego w pełni świadomy. Jak każdy kadet był pomiatany przez trenera i straszony. Od początku starał się stawiać przełożonemu nie bojąc się nowych bęcków . Bardziej go to motywowało i raczej traktował to jako dodatkowe zajęcia niźli kary analizując przy tym poczynania przeciwnika. Nie okazywał strachu, a nawet go to bawiło nieraz. Przez to zachowanie już sobie wyrabiał opinie szaleńca czy niezrównoważonego psychicznie. Trener go nie znosił, a Ralph uwielbiał się z nim droczyć. Czuł wyraźnie za każdym razem od starszego mężczyzny woń strachu czy może nawet nienawiści i irytacji spowodowanej swoją osobą. Nie dziwota, bo raczej mało który z kadetów miał odwagę się stawiać doświadczonemu przełożonemu, a co dopiero się z nim drażnić. Strach zwykle skutecznie paraliżował co też prowadził do załamania nerwowego przy słabych umysłach.
Wiele razy się zdarzyło, że trener go pobił dość dotkliwie najczęściej za niesubordynacje jaką młody często okazywał. Chłopak pozwalał mu na to, bo jak na razie nie miał wyboru z racji marnych umiejętności jak na początkującego. Może jeszcze nie umiał się należycie bić, ale już zdobywał pod tym względem doświadczenie obserwując bijącego i wysnuwając wnioski podpierając się tym czego się uczył na zajęciach czy w bójkach. Podstawy, które pokazał mu kiedyś brat, to było za mało, o wiele za mało. Zresztą tamto to była tylko zabawa w porównaniu z tym co go spotykało obecnie. W końcu pewnego dnia uderzył przełożonego i go powalił na ziemie nie dając mu wstać pokazując równocześnie swe roz
winięte przez ten czas umiejętności w walce wręcz. Przez ten wyczyn potem trafił do izolatki specjalnie dla niego wybudowaną na około miesiąca. Jednakże nie marnował dni na zwykłym siedzeniu aktywnie spędzając czas na ćwiczeniach fizycznych na jakie mógł sobie pozwolić w takim pomieszczeniu.
Od tamtej pory „niezwyciężony” trener  odpuścił mu do końca szkolenia nie chcąc się ponownie zbłaźnić przy innych kadetach. Przy wcześniejszych przedstawieniach nie obyło się bez kpiącego śmiechu jednego z lepszych żółtodziobów, Markusa Angerera. Mimo utarczek z obu stron oraz konkurowania ze sobą jak też częstych bójek, Ralph był potem jednym z najlepszych. Od tak po prostu nie mogli się go pozbyć z byle powodu, bo był za dobry i zbyt uparty by odpuścić. Chłopak bowiem doskonale sobie radził ze sprzętem 3DMG po krótkim jego zapoznaniu (nie obyło się bez dogłębnych oględzin mechanizmu), jak też zdążył sobie wypracować kilka manewrów pozwalających na szybkie zadanie głębokich cięć w kark przed konkurencją. Na pierwszych z ćwiczeń jednemu z prestiżowych kadetów zwącego się Mark, pozbawił celu. Od tamtej pory nie dość, że rywalizują o to kto najlepszy, to jeszcze się biją z różnych powodów (wynik jest zazwyczaj remisowy).

Szybował przez las na naprężonych linach, wyciągarka pracowała na pełnych obrotach, a dysza pluła mu z sykiem za plecami gazem. Czuł, że jest bliżej celu niż pozostali. Ta charakterystyczna woń była coraz wyraźniejsza. Obrał zupełnie inną trasę niż reszta. Od czasu do czasu będąc bliżej pni odbijał się od nich nogami wystrzeliwując na nowo haki. Był to dodatkowy wysiłek, ale dzięki temu zabiegowi chociaż w minimalnym procencie zmniejszał zużycie cennego sprężonego powietrza. Wyczuwał rywala w pobliżu. Jego przeciwnik był równie szybki jak on, a dla nich ćwiczenia dawno nimi przestały być odkąd stali się rywalami. To był wyścig na wycinanie coraz większej ilości makiet tytanów. Już był blisko celu, a Markus tuż za nim. Mało kto za nim mógł nadążyć jeśli w ogóle by za nim podążył ktokolwiek, a jeden taki był. Ralph już widział przed sobą cel i jak na huśtawce z pomocą linek wahadłowym ruchem znalazł się na wyższej gałęzi tuż nad atrapą. Skoczył z niej zbliżając się szybko ku ziemi z ostrzami wzdłuż ciała. Spadał niczym sokół na swoją ofiarę, a dzieliło go kilkanaście metrów od celu. Gdy mogło się wydawać, że się zaraz rozkwasi o podłoże niczym zepsuty owoc. Jednak w ostatniej chwili obrócił się wokół własnej osi o sto osiemdziesiąt stopni wystrzeliwując haki w najbliższy pień drzewa. Liny się naprężyły szarpiąc nim hamując przy tym spadanie. Ruchem skośnym zataczał łuk głową w dół zbliżając się do atrapy trzymając obroń gotową do cięcia. Nim został odciągnięty dalej, to tuż przed tym świszcząc ostrzami obciął kawałek karku sztucznego tytana zanim jego rywal zdołał to zrobić. Uśmiechnął się jak najbardziej złośliwie do Angerera będącego już przy makiecie i szybko się oddalił będąc na tropie kolejnego celu niczym pies myśliwski. W podobny już sposób docierał do kolejnego przedzierając się przez gałęzie i pnie drzew. Wyskoczył niczym pocisk z korony już z zamiarem zamachnięcia się gdy... Nagle pojawił się on. Czarne jak węgiel włosy, czerwony szalik i zimne niczym lód oczy. Markus musiał najwidoczniej podążać tuż za nim. Ralph patrzył jak rywal efektownym ruchem wokół własnej osi przepiłował atrapę prawie na wylot tak gwałtownie, że aż drzazgi fruwały wraz z odciętą częścią. Praktycznie z makiety prawie nic zostało po tej akcji. Potem czarnowłosy z szyderczym uśmiechem na twarzy pokazał mu po drodze środkowy palec i odfrunął przed siebie do następnego celu.
W innym wypadku Ralph rywalizował z Markiem także w walce wręcz nie licząc poza zajęciowych bójek. Dość często zdarzały się nieczyste zagrania, które miały pozwolić jednej ze stron wygrać potyczkę. Jak nie jeden zadał cios pięścią, to drugi nogą. Nawet chwila obezwładniania przeciwnika długo nie trwała. Mieli równe szanse i zwykle nie było wiadomo kto zwyciężył, a reszta gapiów tylko się im przyglądała dopingując albo też obdarzając pogardliwym spojrzeniem.
W końcu nadszedł dzień ukończenia szkolenia. Nastąpiło to dwa miesiące przed rozpoczęciem kolejnej wyprawy poza mur. Przez ten czas wielu odpadło wracając do domu. Zostali ci, którzy przetrwali te wszystkie mordercze ćwiczenia i wręcz tortury psychiczne ze strony „strasznego” trenera. Został Zwiadowcą, jak jego konkurent ze szkolenia- Markus Angerer.

Życie zwiadowcy nigdy nie było łatwe. Wielu zwykłych obywateli miast między murami polegało właśnie na nich gdy wyjeżdżali by poznać tereny znajdujące się za kamienną ścianą. Wiele wypraw powszechnie kończyło się fiaskiem i śmiercią uczestników, a niewielu wychodziło z tego cało nie byle dzięki szczęściu co umiejętnościom. Praktycznie wyjazdy za mur były już tradycją i to dość śmiertelną gdzie wielu ginęło zjedzonych przez tytanów. To dotykało nie tylko świeżaków, ale też bardziej doświadczonych żołnierzy. Także jego brata to nie ominęło w końcu. Śmierć bywa nieraz bezlitosna niezależnie od wieku, ale się znajdą osoby które wręcz prowadzą z nią grę. Obecnie Raphael był taką oto osobą jak też inni, którzy z kadetów awansowali na Zwiadowców.
Krótko po skończeniu szkolenia nadszedł ten dzień. Szykowała się kolejna śmiertelna w skutkach wyprawa. Nawet przygotowania do niej nie złagodziły chęci konkurowania z Markusem co wręcz nawet zaostrzyły. Między Wattem a Angererem na ten czas trwała tzw zimna wojna. Wyniki dopiero by się ukazały w starciu z tytanami na zewnątrz. W końcu wyruszyli. Dla chłopaków to była pierwsza wyprawa w jakiej uczestniczyli po tym jak zostali Zwiadowcami.
W znacznym oddaleniu już od muru natknęli się na sporą grupę tych kreatur zwanych tytanami, które nie omieszkały się omalże na nich rzucić i nawet gonić. Prawie nikt z nowych z początku się ich nie spodziewał, ale już po paru minutach zostali zdziesiątkowani. Aż zadziwiające ile osób może obleźć strach na widok tytana, a tym bardziej dodawało smaczku to, że ci sami wpadali w szał zabijania tych kreatur. Jeden za drugim padały świeżaki pokazując swą czystą amatorszczyznę. Ralph nie okazywał strachu gdy je ujrzał, bo po co skoro nawet trener nie dał rady go zastraszyć. Od dawna czekał na prawdziwą przygodę, a tego czego się bał to śmierci ze starości bez odrobiny adrenaliny we krwi. Od samego początku był uważany za nienormalnego, ale się tym nie przejmował. „W szaleństwie jest metoda” nieraz mu mawiał brat jak był jeszcze małym chłopcem. A on był jednym z najbardziej szalonych.
To co się działo wokoło było niczym sen, aż trudno było w to uwierzyć. Nawet Watt odnosił takie wrażenie, ale nie dał się mu zdominować. Gdy nowi w oddziale byli sparaliżowani ze strachu razem z jego rywalem, to on się nie cackał. Był taki przejęty, że nie mógł usiedzieć dłużej w siodle. Zaatakował pierwszego lepszego tytana, który zmierzał w jego stronę nie dając mu czasu nawet na próbę zabicia go. Nie było o co zaczepić prócz tych potworów, które się zbliżały do nich. W swoją ofiarę wystrzelił haki na wysokości obojczyków i zatoczył skośny łuk pod kątem ostrym. Wyskoczył pionowo w powietrze po uwolnieniu harpunów z tkanki. Dzięki sile wyrzutu poszybował na wysokość kilku metrów tuż nad tytanem. Opadając zrobił kilka efektownych piruetów, które tylko zwiększyły siłę jego ataku. Przy lądowaniu wbił się ostrzami aż po rękojeści. Para buchnęła z tych miejsc, a stwór już sięgał po niego. Nim do tego doszło, wyjął miecze i szybkimi ruchami rozdarł kark tytana na strzępy jakby był to zwykły materiał. To coś zaraz padło, a już się zbliżał kolejny potwór podobny człowiekowi. Zaczepił o niego i w podobny sposób wykończył jak poprzedniego nie dając czasu na reakcję. Cała akcja trwała zaledwie kilka minut czy raczej może kilkanaście sekund. Stojąc na parujących zwłokach Ralph przyglądał się z boku swemu rywalowi będącemu kilkanaście metrów dalej. Jak większość nowych rekrutów Markus był również sparaliżowany strachem, ale to nie trwało długo. Watt był świadkiem metamorfozy charakteru swego rywala jak też rzezi jaka się w tym czasie odbyła za jego sprawą. Angerer wpadł w szał bitewny siekając tytanów niczym sieka się warzywa na zupę czy może sałatkę. Jak zawsze zastosował swoją popisową technikę, która daje efekt piły tarczowej. Ralph nie chcąc być z tyłu z „wynikiem” ponowił ataki zabijając kolejnych tytanów. Tak jak Mark, mógłby też zastosować ten sam trik, ale po jednym razie w trakcie szkolenia nieźle mu się oberwało za to od samego autora. Została mu po tym pamiątka w postaci rozcięcia na prawej brwi. Od tamtej pory zrezygnował z próby kopiowania z racji tego, że przez to można komuś odebrać to czym się wyróżnia od reszty.
W tym czasie ci, którzy robili za obserwatorów w końcu się otrząsnęli z szoku i przyłączyli do walczących. Szybko się rozprawili z tytanami, a część ekspedycji nawet trochę oklapła emocjonalnie. Konie zdążyły zbiec z miejsca ataku więc trzeba było je sprowadzić. Nim wrócili z powrotem do miasta jeszcze się natknęli na kolejną grupę tytanów. Nie było większych problemów z likwidacją ich. Jednakże znalazł się taki, co się wyróżniał od innych zachowaniem. W trakcie natarcia tytan pochwycił wielką ręką linki Markusa przyczepione do swego tułowia. Ralph był w pobliżu będąc też świadkiem tego co miało za chwilę nastąpić. Kierowany raczej tym, by nie stracić swego rywala niźli niczym innym odciął rękę potworowi nim ten szarpnął za linki Angerera pozbawiając go przy tym życia. Wtedy Markus się otrząsnął z zamroczenia bitewnego gdy dosłownie zawisł na linkach, a pas mu się boleśnie wpił w skórę.  Jego „bohater” ciął w tym czasie dziwoląga, który go prawie by zabił. Po dokonaniu owego czynu Ralph stając na resztkach tytana spojrzał na Markusa, który raczej wyglądał na zdziwionego. Posłał mu łobuzerski uśmiech co sprawiło, że ten przez chwile wyglądał na wkurzonego tym incydentem. W końcu mało kto mógłby mu przysłowiowo ratować dupę z tarapatów. Wiedząc iż tamten się zaraz pozbiera nie chcąc dłużej marnować czasu wyszukał kolejnego przeciwnika, którego chętnie nakarmi swoimi mieczami. Przez ten cały czas po pierwszym ataku musiał raz wymienić ostrza, bo już nie miał czym siekać, a i z gazem już było cienko. Musiał znaleźć szybko zaopatrzenie, ale na drodze stanął mu kolejny tytan. Jak każdy z nich był w różnych stopniu zdeformowany. Dla Ralpha nie było problemu z jego likwidacją, ale gaz mu już wyszedł potem. Gdy siarczyście przeklinał ciskając spusty przy rękojeściach mieczy stojąc na świeżych resztkach, wokoło trwała rzeź i walka o przetrwanie. Za je plecami było słychać jak dysza wypuszcza ostatni syk gazu i potem nic, jakby się krztusiła. Za chłopakiem, który był skoncentrowany na swoim sprzęcie pojawił się kolejny potwór. Praktycznie to nawet biegł w jego stronę i zamachnął się ręką chcąc go złapać. Chłopak zajęty swoim problemem nie zdołał odpowiednio zareagować poza próbą uchylenia się w ostatniej chwili. Wielka dłoń przesłoniła mu widok zadając też ból i poleciał do tyłu. Zakręcił się kilka razy w powietrzu nim upadł na jakieś ciała. A przynajmniej ich resztki. Jakoś to zamortyzowało jego upadek, który byłby bardziej bolesny niźli samo „pacnięcie”. Podnosząc się nieco z trudem ujrzał jakby przez mgłę jak tamta kreatura zmierza w jego stronę i zaraz pada z hukiem. Na pociętym karku w chmurach pary stał Markus posyłający mu taki sam uśmiech co on uprzednio. Odwzajemnił to swoim nieco krzywym grymasem, któremu było trochę daleko do odpowiedniej miny. Od tej pory stosunki między nimi się zmieniły diametralnie co też w pewnym stopniu wpłynęło na ich charaktery.

W 845 roku nastąpiło coś, co mocno zmieniło dalsze losy ludzkości. Zewnętrzny mur został przerwany przez dwóch tytanów, którzy się nagle pojawili znikąd w kłębach gorącej pary. W krótkiej chwili dzielnica Shiganshina jak też cały mur Maria zostały przejęte przez te kreatury. Znaczna część ludzi wyginęła mimo nagłej ewakuacji za Rose. Pięć lat później po tamtych wydarzeniach doszło do kolejnego ataku, tym razem na Trost gdzie nikt nie ucierpiał prócz żołnierzy. Dzielnicę ocalono, a jakiś czas później odbyła się 58 wyprawa poza mur. Tym razem jej celem było dotarcie do Shiganshiny gdzie podobno kryła się cała prawda o pochodzeniu tytanów.
Ralph był jednym z tych, którzy uczestniczyli w tym całym przedsięwzięciu. Do tego czasu trafił do oddziału specjalnego wraz Markusem. Owa „wycieczka” za mur wydawała się z początku prosta, ale to co działo się potem ostro temu zaprzeczyło. Jechali w szyku pokonując kolejne metry, podzieleni na małe grupki w ustalonych odległościach od siebie. Wszyscy wiedzieli co mieli robić i byli gotowi na walkę. Jednakże nikt się nie spodziewał nagłego ataku ze strony tytanów. Można powiedzieć, że cały tabun tych kreatur zmierzał prosto na nich. Część zwiadowców można rzec: stchórzyło jak też wykonywała rozkazy głównego dowódcy. Jednakże Markusowi to nie przeszkodziło sprzeciwić się poleceniom z samej góry, by odpowiedzieć atakiem. Ralph za nim podążył nie chcąc by tamten pozbawił go celów. Wokoło rozgrywała się istna krwawa masarka, a oni dwaj się dobrze bawili zabijając kolejnych tytanów. Wyliczali sobie który więcej ściął, a krew tytanów wokół bryzgała na wszystkie strony. Przy okazji dołączył do nich jeden taki, który też był jak oni szaleńcem. Tak byli zajęci sobą, że raczej nie zauważali co się z resztą dzieje. Tytani pozostawiali za sobą resztki tych co z nimi walczyli i przegrali. Krew, wnętrzności i inne części ciała jak też pozostałości po sprzęcie 3DMG walały się wszędzie po niegdyś zielonej trawie. Do tego było sporo mgły spowodowane wyparowywaniem  tego co zostało tytanów. W pewnym momencie jednemu z nich skończył się gaz, a tym kimś był Angerer. Z kolei Wattowi i jego towarzyszowi skończyły się po jakimś czasie tytany do poszatkowania. Zabawa się skończyła w końcu i musieli wracać. Dopiero wtedy Ralph się zorientował co zaszło. Raczej się tym niespecjalnie przejął chociaż co u wrażliwszych wywołało odruchy wymiotne. Tym razem ponieśli więcej strat niż zazwyczaj i to było dość dziwne. To co widział nie było raczej przyjemne dla oczu. Chociaż na te widoki od czasu pierwszej wyprawy zdołał się jakoś uodpornić.
Rozglądając się wokoło dojrzał Markusa i podążył w jego stronę. Stojąc niczym cień parę metrów za plecami czarnowłosego dojrzał jakieś ciało na ziemi. Leżący chłopak nie posiadał żadnych obrażeń, co było bardzo dziwne biorąc pod uwagę niedawne wydarzenia. Watt począł się nawet zastanawiać o co w tym chodzi. Jednakże nie było czasu ani miejsca na to. Nie zadawał pytań, nic nie mówił i tak by się potem dowiedział o co chodzi. Zażądano odwrót i musieli wracać do reszty. Nieprzytomny został zatargany na wóz, a potem ruszyli w drogę powrotną do tzw zielonej strefy. Ralph w trakcie podróży trzymał się jak zawsze blisko Marka jak cień swego właściciela. Widział wyraźnie po jego nieobecnym spojrzeniu, że pewnie gorączkowo rozmyśla o swoim znalezisku jak też ostatnich wydarzeniach tego dnia. Jemu to też nie dawało spokoju, ale jak na razie musiał to stłumić w sobie. Stłumić, uśmiechnął się pod nosem myśląc o tym.
Zaledwie kilka dni po próbie dotarcia do  Shiganshiny i powrotu za mur jego przyjaciel został mianowany dowódcą specjalnego oddziału. Nawet mu to odpowiadało, że to nie on awansował na to stanowisko. Gdyż i tak zawsze był jakby cieniem Marka jak też jego prawą ręką. Od czasu sukcesu w karierze swego kumpla był świadkiem tego iż ten stawał się coraz bardziej obojętny na otoczenie. Co też miało spory wpływ na samego Ralpha, który zawsze z nim się trzymał. Jeszcze nie tak dawno obaj zachowywali się zupełnie inaczej. Ludzie się zmieniają z czasem szczególnie pod wpływem niektórych zdarzeń, ale też nie do końca. Watt nadal był tamtym szaleńcem co na początku, który jako jeden z pierwszych się rzucał do walki. Jednakże po upływie kilku lat jak też uczestniczenia w wyprawach, a szczególnie po tej ostatniej jego charakter się jakby rozwarstwił do pewnego stopnia. U jego przyjaciela szczególnie nastąpiła zmiana charakteru. Tylko w trakcie walki wracał stary dobry Markus, który nadal lubił z nim konkurować w zabijaniu tytanów i liczyć ile ubił w danym momencie.

Ralph siedział w swojej kwaterze wpatrując się w swój notes. Przyglądał się jednemu hasłu wypisanemu w rogi kartki. Pisało: Czy człowiek może być tytanem ? To pytanie rodziło wiele wątpliwości. Może się kiedyś tego dowie...

Ciekawostki:

Każdego nowo poznanego obwąchuje (można rzec, że jak pies), by potem zapamiętać jego charakterystyczny zapach. Określa to mianem „uzupełniania kartoteki zapachów”.

Często znika w czasie wolnym wykorzystując go na treningi lub też w przyjemniejszych i bardziej przyziemnych sprawach jak pieczenie, które uwielbia.

Prócz piekarnictwa i cukiernictwa interesuje się inżynierią. Nigdy nie rozstaje się z pewnym skromnym notesem, w którym zapisuje sobie różne pomysły. W tym także własne patenty na nowe bronie czy modernizacje 3DMG. Planuje w niedalekiej przyszłości zrealizować niektóre plany o ile uda mu się dogadać z Oddziałem Badawczym.

Jako jeden z niewielu jest leworęczny.[/color]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Ralph
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Shingeki no Kyojin (Attack on Titan) :: Informacje :: Karty Postaci :: Karty akceptowane-
Skocz do: